Porady Życie zawodowe Życie w firmie po diagnozie raka
11.05.2021  | 7 min czytania

Życie w firmie po diagnozie raka

11.05.2021  | 7 min czytania
Autor wpisu Pracuj.pl

Wczoraj rozmowy z klientami, domykanie projektu, delegacja służbowa. Dziś diagnoza. Rak. Co dalej? Co z pracą? Komu powiedzieć? Chory pracownik staje w obliczu wielu pytań. W tym trudnym dla niego czasie ważne jest wsparcie zespołu. O tym, co działa wzmacniająco, rozmawiamy z Martą Banout, psycholożką współpracującą z Centrum Psychoonkologii UNICORN.

Ma Pani/Pan nowotwór. Taka diagnoza wywraca świat pracownika do góry nogami…

Marta BanoutTak, gdy ktoś dowiaduje się, że jest chory, to sprawy zawodowe schodzą na dalszy plan. Jest strach o swoje zdrowie i życie. Gdy jednak mija pierwszy szok, okazuje się, że dla wielu osób życie zawodowe jest bardzo ważne, bo pomaga wrócić do równowagi psychicznej. Scenariusze są jednak bardzo różne. Niektórzy, mimo że są w leczeniu (np. terapią hormonalną), decydują się nadal pracować. Jeśli czują się na siłach, by wykonywać obowiązki zawodowe i nie ma ku temu przeszkód medycznych, to oczywiście nie muszą rezygnować z pracy. Wystarczy, że będą brać zwolnienie chorobowe na krótki czas, a potem wracać do aktywności. Po przyjęciu leków występują bowiem często spadki samopoczucia, osłabienie, dlatego ważne jest to, żeby pacjent miał wówczas możliwość odpoczynku, nim wróci do pracy. Są też takie osoby, które ze względu na chorobę, muszą zrobić sobie dłuższą przerwę, na przykład na ponad rok.

A to oznacza kolejną zmianę. Jak pacjenci na nią reagują?

Dla wielu z nich szczególnie trudne jest znalezienie sobie zajęcia innego niż praca. Pojawia się poczucie bezradności. Jeśli dotychczas ktoś prowadził intensywny tryb życia, to teraz staje w obliczu pytania: czym wypełnić tę lukę? Jest też grupa osób, które mają już długi staż, bardzo duże doświadczenie zawodowe, niewiele im zostało do emerytury, i nagle pojawia się diagnoza, leczenie i konieczność przejścia na rentę, na przykład na pół roku, zanim nastąpi okres emerytalny. Dla takich osób brak zajęcia również jest czymś trudnym. Oczywiście aktywność zawodowa pomaga pacjentom pod wieloma względami. Mogą się nadal realizować, spełniać swoje cele, być wśród ludzi. To wszystko ma wartość, ale zawsze przestrzegam, żeby nie rzucać się w wir pracy, nie działać ponad siły, gdy jest się równolegle w leczeniu. Żeby nie traktować pracy jako plastra przyklejanego na stres i wewnętrzne niepokoje, a tak właśnie praca często działa na człowieka – jako zapychacz myśli. W efekcie wieczorem czy w nocy wracają lęki, pojawiają się problemy z zaśnięciem etc.

Życie w firmie po diagnozie toczy się nadal wokół spraw zawodowych, ale o chorobie dowiadują się też inni – współpracownicy, przełożony…

Tak, gdy minie pierwszy szok związany z diagnozą, to u niektórych osób pojawia się obawa, co i jak powiedzieć w pracy. Są wątpliwości, do jakiego stopnia dzielić się swoimi prywatnymi sprawami, czy ktoś będzie nas wypytywać i jak wtedy na to reagować. Zawsze powtarzam pacjentom, że nie mają obowiązku mówić o chorobie. Prawda jest jednak taka, że tego typu informacje prędzej czy później rozniosą się po dziale czy firmie. Jeśli obawiamy się natłoku pytań albo nie chcemy po kilkadziesiąt razy powtarzać tego samego, to możemy oddelegować jakąś bliską nam osobę z zespołu do informowania pozostałych pracowników. Podobnie rzecz się ma z telefonami od współpracowników, gdy pacjent przebywa w szpitalu. Z jednej strony mogą one działać wzmacniająco, są wyrazem życzliwości i koleżeństwa, ale jeśli będzie ich dwadzieścia dziennie, to staną się zwyczajnie męczące dla kogoś, kto jest osłabiony chorobą i musi wciąż odpowiadać na pytanie o samopoczucie.

Jak wzmacniać odporność psychiczną?

Jak wspierać kolegę czy koleżankę, którzy mierzą się z chorobą onkologiczną?

Na pewno dużo zależy od tego, w jakiej kulturze organizacyjnej na co dzień pacjent funkcjonuje, jak wyglądają relacje w pracy, ale zazwyczaj one istnieją, ponieważ to w firmie spędzamy większość część życia. Czasem dzieje się tak, że nawet luźniejsze kontakty zacieśniają się w trakcie choroby. Dlatego można się dowiedzieć, czego taki pracownik i jego rodzina potrzebują. To może być choćby ugotowanie zupy i podwiezie jej do domu chorego. Myślę, że każda chęć wsparcia jest w porządku, ale dobrze jest się upewnić, czy będzie ona chciana, dobrze widziana i faktycznie potrzebna. Bo ktoś może mieć na przykład pomysł, żeby zrobić zbiórkę pieniędzy dla chorego, a może się okazać, że dużo większym wsparciem byłoby na przykład zaopiekowanie się dziećmi chorego raz w tygodniu, by zapewnić mu trochę odpoczynku. Warto zapytać wprost, czy można w czymś pomóc, a później ponawiać to pytanie. W pierwszym momencie pacjent może być zaskoczony propozycją wsparcia i zwyczajowo odpowie, że niczego nie potrzebuje, ale nawet zapewniony że ma „dać znać w razie czego”, raczej nie oddzwoni później sam z prośbą. Dzieje się tak, ponieważ ludzie są przyzwyczajeni, że takie oferty pomocy są czymś kurtuazyjnym. Dlatego jeśli naprawdę chcemy kogoś wesprzeć, to zamiast rzucać: „to zadzwoń, jakbyś czegoś potrzebował/potrzebowała”, powiedzmy coś w stylu: „to zastanów się na spokojnie, zadzwonię za tydzień, może akurat coś Ci przyjdzie na myśl i będę mógł/mogła Ci w czymś pomóc”.

Porozumienie bez przemocy. Twój sposób na lepszą współpracę

Czego unikać w rozmowie? Co może być raniące i dać efekt odwrotny do zamierzonego?

Na pewno dobrze jest unikać taniego pocieszania typu: „wszystko będzie, już niedługo wrócisz do pracy”. Takie stwierdzenia mogą być obietnicami bez pokrycia, a pacjent ma tego świadomość. Zachęcam też, by zwracać uwagę na dobór słów. Wszelkie skojarzenia bitewno-militarne nie robią dobrego wrażenia, mimo że takie słownictwo przyjęło się już choćby w języku mediów, gdzie mówi się o walce z chorobą czy przegraniu z rakiem. Ale zauważmy, że nikt nigdy nie mówi o przegranej z cukrzycą czy pokonaniu nadciśnienia. Najlepiej jest stosować neutralne sformułowania, takie jak „leczenie” i „radzenie sobie z chorobą”. Dla pacjenta duże znaczenie ma to, w jaki sposób mówi się o chorobie, a przedstawianie jego zmagań z rakiem w kategoriach „walki” i „wygranej/przegranej” nie zawsze budzi pozytywne konotacje. Niektórzy chorzy mają potrzebę dzielenia się swoimi przeżyciami, mówienia o pobycie w szpitalu, przyjmowaniu chemii etc. W takich momentach nie zakładajmy z góry, że wiemy, co taka osoba czuje. Nie odpowiadajmy jej radami i pomysłami, co powinna zrobić. Można zwyczajnie powiedzieć: „Musiało być Ci trudno”, „Widzę, że dużo przeszłaś/przeszedłeś”, „Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie zadzwonić”, „Dziękuję, że się tym dzielisz ze mną”. Do tego zawsze warto wpleść zdanie typu: „Gdybyś czegoś potrzebował/potrzebowała, to możesz na mnie liczyć”. Nie zarzucajmy też takiej osoby informacjami o sposobach rehabilitacji, suplementach, metodach leczenia. Jeśli bardzo chcemy podzielić się tym, co gdzieś przeczytaliśmy, to zapytajmy, czy ktoś chce o tym posłuchać. Gdy natomiast słuchamy wspomnień i przeżyć chorego, to nie odwołujmy się od razu do własnych przeżyć i wspomnień ze szpitala. To może sprawiać wrażenie, że tak naprawdę wcale nie wsłuchujemy się w opowieść, nie jesteśmy skierowani na rozmówcę.

Emocje w pracy - jak sobie z nimi radzić?

Pracownik, który jest w trakcie leczenia - ze zrozumiałych względów - nie zawsze będzie dyspozycyjny w takim stopniu jak dawniej. Będą dni, kiedy będzie potrzebować wolnego na odpoczynek w domu, wizyty u lekarzy, w szpitalu etc. Czy dobrym pomysłem będzie ustalenie już z góry zastępstwa na taki czas, czy raczej wprawi pracownika w zakłopotanie i poczucie dyskomfortu?

Kluczem jest komunikacja – każdą rzecz można powiedzieć tak, że ktoś poczuje się niechciany, a można powiedzieć też tak, że poczuje się bezpiecznie. Można ustalić w zespole dyżury – na zasadzie, że na zmianę ktoś jest pod telefonem, gdyby nagle coś wypadło i chory nie mógłby danego dnia przyjść do biura, zająć się zadaniami etc. Warto wówczas powiedzieć takiemu pracownikowi, że jeśli kiedykolwiek będzie potrzebować pomocy, to nie ma sprawy, bo w razie czego jest zastępstwo. Podobnie jest w przypadku ustalenia zakresu obowiązków. Niedługo po tym, jak pracownik powie przełożonemu o chorobie, można wrócić do rozmowy i zapytać, czy taki zakres zadań jest dla pracownika w porządku, czy potrzebuje coś zmienić, ograniczyć w trosce o stan swojego zdrowia. Dużo tutaj będzie zależeć od specyfiki stanowiska. W niektórych zawodach, mimo szczerych chęci, nie da się zmienić zakresu obowiązków, przejść na home office etc.

Im dłuższa nieobecność w firmie, tym zapewne większe obawy o dalszą przyszłość zawodową?

Obawy często są słuszne, bo część pracodawców niestety dąży do zwolnienia takiej osoby, jeśli w grę wchodzi długa przerwa. Nie jest to oczywiście regułą i nie należy generalizować, ale tak się zdarza, dlatego nie ma się co dziwić, że pacjenci martwią się, czy będą mieli do czego wrócić. Ważne jest więc to, żeby pracodawcy nie dawali obietnic bez pokrycia, jeśli wiedzą, że ich plany i założenia są inne. Lepsze są otwarte rozmowy niż mówienie „to miejsce zawsze będzie na ciebie czekać” w sytuacji, gdy pracodawca ma świadomość, że w rzeczywistości może być inaczej. Powinien więc zakomunikować to tak, aby pracownik miał jasność. Jeśli pracodawca wie, że może zagwarantować, że miejsce będzie czekać przez pół roku, ale po tym czasie będzie potrzebne zastępstwo i zatrudnienie kogoś innego, to powinien o tym wprost powiedzieć podczas rozmowy z chorym pracownikiem. Zachęcam też do tego, by nie pomijać takiej osoby w zaproszeniach na spotkania towarzyskie i wydarzenia firmowe. Nawet jeśli aktualnie przebywa ona na zwolnieniu lekarskim, to warto zadzwonić i powiedzieć o organizowanej imprezie, zaprosić na wigilię firmową etc. To, czy przyjdzie, czy nie, jest już inną kwestią, ale na pewno odczyta to jako miły gest ze strony współpracowników.

Czy kucać przy wózku? O współpracy z osobami z niepełnosprawnościami

O co powinni zadbać menedżer i zespół, którzy ponownie witają na pokładzie powracającego pracownika?

Przede wszystkim przyjąć taką osobę normalnie, czyli ważna jest tutaj autentyczność w kontaktach międzyludzkich. Taki powrót po chorobie przypomina trochę powrót z urlopu. Nie ma co udawać, że nie wiemy, co się działo i skąd ta przerwa w pracy, ale też nie można stać cały czas nad tą osobą, zasypywać radami i traktować jej, jakby była zupełnie niesamodzielna. Dobrym pomysłem będzie zapytanie, czy możemy w czymś pójść na rękę, czy możemy w czymś pomóc. Odradzam zadawanie zbyt ciekawskich pytań w stylu: „czy proteza jest ciężka?” czy „jak długo odrastały Ci włosy?”. Nie udawajmy, że nie wiemy o chorobie, ale też nie komentujmy wyglądu, nie drążmy tematu. Również podczas spotkań integracyjnych nie będzie najlepszym pomysłem wypytywanie „jak było na chemii” – tylko po to, by zaspokoić swoją ciekawość. Choroba nie jest jedynym ani najważniejszym elementem życia kolegi czy koleżanki, przecież jest tyle innych tematów! Oczywiście możemy pytać o samopoczucie, ale tutaj dużo zależy od sytuacji, kontekstu. Ważne, żeby te słowa „jak się czujesz?” nie były rzucone przelotem, ot tak sobie, z automatu, między zupą a drugim daniem. Może lepiej zapytać „co u Ciebie?” wtedy, kiedy naprawdę mamy chęć i czas na wysłuchanie odpowiedzi.

Marta Banout - psycholożka, psychoterapeutka w trakcie szkolenia w nurcie poznawczo-behawioralnym, certyfikowana terapeutka Terapii Simontonowskiej, edukatorka seksualna. Na co dzień pracuje w Centrum Medycznym „Na Rudzkiej” i na oddziale onkologicznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku oraz w gabinetach „Konkret” w Gliwicach. Ukończyła kursy Racjonalnej Terapii Zachowania, Dialogu Motywującego, High Speed Methods to Reduce Resistance and Boost Motivation oraz szkolenia z zakresu pomocy psychologicznej osobom LGBTQ+ . Jest autorką artykułów w czasopiśmie „Psychologia w praktyce”; prowadzi warsztaty dla młodzieży i dorosłych.

Kreator CV: stwórz za darmo w 3 prostych krokach skuteczne i profesjonalne CV
Stwórz CV
Oceń artykuł