Porady Życie zawodowe W pracy klnę jak szewc
17.12.2013 | 0 min czytania

W pracy klnę jak szewc

17.12.2013 | 0 min czytania
Autor wpisu Agnieszka Dobosz

Angry man shouting and swearing at chalk blackboard backgroundWedług zeszłorocznego sondażu Wp.pl ponad 90% z nas przeklina w pracy. Tak zwane rzucanie mięsem denerwuje z kolei stosunkowo niewielką grupę pracowników. Jak jest u Was? Przekleństwa sypią się na lewo i prawo czy tylko w sytuacjach wyjątkowo nerwowych? A może nie pozwalacie sobie na brzydkie słowa w pracy?

Jednym zdarza się zakląć w sytuacji niezwykle stresującej, inni wulgaryzmów używają w charakterze przecinka. W jednych firmach jest na to pełne przyzwolenie, w innych za słowo na „k” rzucone w zbyt szerokim gronie można zgarnąć co najmniej burę od szefa. W różnych środowiskach podejścia bywają inne, jednak trudno znaleźć pracownika, który nie przyznałby się do rzucenia mniej lub bardziej wulgarnym słowem – przynajmniej raz na jakiś czas, chociażby pod nosem :).

Integrujemy się jak cholera

- U nas wszyscy klną bez skrępowania, to wręcz element naszej biurowej atmosfery, która jest dosyć luźna. Oczywiście wszystko dzieje się za zamkniętymi drzwiami, nikt nie pozwoliłby sobie na brzydkie słowa w obecności klienta – opowiada Kinga pracująca w branży bankowej.

Przekleństwa wpływające (pozytywnie!) na atmosferę w miejscu pracy potwierdzałyby zagraniczne badania, które wskazują, że pozwolenie sobie na trochę „językowej swobody” pozwala nam zawierać nowe znajomości i przede wszystkim skutecznie redukować stres. Naukowcy z jednego z brytyjskich uniwersytetów dowiedli, że przeklinanie sprzyja budowaniu relacji i lepszej komunikacji między pracownikami. Ułatwia też nowym pracownikom adaptację, pokazując, że to „swoi” ludzie. Nie każdy jednak by się z tym zgodził.

Wylecieć z pracy za brzydkie wyrazy?

- Kiedy przyszłam do nowej pracy, byłam wręcz zbulwersowana tym, jak odzywają się moi koledzy, a szczególnie koleżanki. W poprzedniej nikt nie pozwoliłby sobie na przeklinanie, szczególnie w obecności szefa. W nowej firmie to było nagminne i na początku bardzo mi przeszkadzało - żali się Joanna, która zmieniła pracę w korporacji na etat w agencji interaktywnej.

Zdarzają się też przypadki bardziej poważne – chociażby nagana za wulgarne stwierdzenia. Zgodnie z prawem, jeśli „rzucanie mięsem” zakwalifikujemy jako czyn zakłócający przestrzeganie w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego, pracodawca może udzielić pracownikowi nagany albo upomnienia. I choć w praktyce takie sytuacje często się nie zdarzają, to jednak media co pewien czas obiega informacja na temat kłopotów tej czy innej osoby nadużywającej w pracy wulgarnego języka. Tak było chociażby w przypadku słynnego zwolnienia Carol Bartz, CEO w Yahoo – chociaż jej skłonność do przeklinania z pewnością nie była przyczyną utraty pracy, to jednak w mediach pojawiały się słuchy, że wulgarne słowa kierowane do dziennikarzy czy pracowników na pewno jej nie pomogły.

Z przeklinaniem trzeba szczególnie uważać, kiedy pracuje się na bieżąco z klientami albo … na wizji. Nieodłożenie słuchawki w dobrym momencie, nieformalny mail wysłany przypadkiem na zewnątrz firmy czy wulgaryzm, który wymknie się prowadzącemu program na żywo mogą sprawić kłopoty. Dlatego pewnie, kiedy ciśnie się nam się na usta kolejne słowo na „k”, czasami warto … ugryźć się w język.

 

Przeklinacie w pracy? Co na to inni?

 

Oceń artykuł