Porady Życie zawodowe Utrata pracy - jak pomóc sobie i bliskim?
03.04.2020  | 7 min czytania

Utrata pracy - jak pomóc sobie i bliskim?

03.04.2020  | 7 min czytania
Autor wpisu Pracuj.pl
Ocena treści
(4)

„Widzę, że jesteś bardzo smutny” – proste zdanie, empatyczny przekaz. To dlaczego niełatwo przechodzi przez gardło? Zamiast niego wyślizguje się syczące: „Co znowu tak siedzisz, wziąłbyś się do jakiejś roboty” albo wyskakuje z lekkością: „Nie przejmuj się, będzie dobrze!” – Nie chcemy dopuszczać do siebie trudniejszych emocji. Wydaje nam się, że jeśli nie będziemy ich nazywać, to znikną, zostaną stłumione. A jest wręcz odwrotnie. Przywykliśmy też do kultu sukcesu, a przecież niepowodzenia są naturalnym elementem życia - mówi Izabela Kielczyk, psycholog biznesu, w wywiadzie dla Pracuj.pl.

Utrata pracy pociąga za sobą bardzo duży ładunek emocji. Może pojawić się szok, niedowierzanie, zaprzeczanie. Złość, gniew, żal, wstyd, smutek, rozdrażnienie… Jak sobie z nimi poradzić? Jak panować nad stresem?

Na pewno warto wiedzieć, jaki był powód zwolnienia, umieć sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego straciliśmy pracę? Dzięki temu można wyciągnąć wnioski na przyszłość, jeśli zwolnienie nastąpiło z powodu np. jakichś naszych zaniedbań jako pracowników. Ale bez względu na to, czy mieliśmy na to wpływ, czy było to niezależne od nas i stanowiło efekt redukcji etatów, trudnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa, kryzysu na rynku pracy i w gospodarce, zawsze na początku pojawia się poczucie żalu – dlaczego mnie to spotkało?! To naturalne i trzeba pozwolić samemu sobie przejść przez ten etap – rozżalenia, obwiniania siebie albo innych osób. Wiadomo, że na początku górę biorą emocje i jest to zrozumiałe. Później jednak dobrze jest spojrzeć na to w taki sposób, że takie rzeczy się zdarzają, że zmienność jest wpisana w nasze życie. Ludzie nie chcą dopuszczać do siebie takich myśli, nie chcą doświadczać takich sytuacji i psychologicznie jest to uzasadnione – chcemy mieć poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Polecam, żeby poszukać wówczas grupy wsparcia, która łączy ludzi po podobnych doświadczeniach, też aktywnych zawodowych, którzy w pewnym momencie musieli zmierzyć się z utratą pracy. Wsparcie takiej grupy, możliwość podzielenia się z innymi, zobaczenia, że nie jest się samemu w takich przeżyciach może okazać się nawet lepszym rozwiązaniem niż chodzenie na spotkania grup terapeutycznych. Do tej pory nasze społeczeństwo żyło w kulturze sukcesu, przywykliśmy do tego, że o trudnych sprawach lepiej nie mówić, nie dopuszczać do siebie trudniejszych emocji, a swój wizerunek budować pokazując wyłącznie swoje sukcesy np. w mediach społecznościowych. Tymczasem to, że przechodzimy przez trudniejszy etap albo że sobie z czymś nie radzimy, jest wpisane w życie, które ma przecież tak wiele różnych barw. Dlatego dobrze jest znaleźć się w kręgu ludzi, którzy nie będą ukrywać swoich emocji i doświadczeń, będą chcieli uważnie słuchać, powiedzieć: „rozumiem cię”, podzielić się swoją historią, opowiedzieć, jak sobie radzą. Takie wzajemne wsparcie dodaje siły do walki z kolejnymi przeciwnościami i jest inspiracją do działania. Nie zawsze kolega czy koleżanka, którzy mają pracę, zrozumieją to, co czujemy. Niestety nie zawsze też rodzina i najbliżsi potrafią nas wspierać…

No właśnie – rodzina. Życie domowe toczy się dalej, swoim rytmem, każdy ma swoje zajęcia, a taka osoba – pozbawiona nagle zatrudnienia – doświadcza stresu, który wynika nie tylko z obawy przed problemami finansowymi i przyszłością, ale też z poczucia osamotnienia, bezużyteczności czy zachwianej wiary w siebie, obniżonej samooceny… Jakie słowa, zachowania członków będą wzmacniające, a co tylko pogorszy sytuację?

Krytyka, wypominanie, wzajemne pretensje, wywieranie presji licznymi pytaniami na pewno nie służą relacjom. Awantury o niewyrzucone śmieci, o przedłużające się poszukiwania pracy też wywołają napięcie w domu. Ale i pocieszenia w stylu „będzie dobrze”, „zobacz, sąsiadowi się udało” też nie będą działać, zwłaszcza w tych pierwszych fazach po utracie pracy, czyli szoku, niedowierzania, gniewie… Wtedy dobrze jest po prostu być, czasem zwyczajnie posiedzieć obok, pomilczeć. Nie ustawiać takiej osobie harmonogramu, nie mówić, jak powinna, a jak nie powinna się czuć, nie komentować i nie oceniać tego, co się z nią dzieje. Ludzie często boją się mówić, że widzą u kogoś smutek, bo obawiają się, że to tylko pogorszy sytuację. Wolą więc zaprzeczać, a naprawdę wystarczy powiedzieć: „widzę, że cierpisz/ jesteś przygnębiony, smutny” – po to, żeby ta druga osoba poczuła, że jej emocje są ważne. Dobrze jest więc nazywać to, co się widzi i też opisywać własne emocje, ale bez oskarżeń i pretensji, np. „widzę, że nie masz ochoty rozmawiać, że chcesz tutaj posiedzieć, pobyć sam. W porządku, rozumiem. Ja chciałabym iść teraz na spacer. Może następnym razem się dołączysz?”. Delikatnie, subtelnie sygnalizujmy, że jesteśmy, że można na nas liczyć.

Szukanie pracy to też praca

W obliczu trudnych przeżyć niektórzy nie chcą rozmawiać, odcinają się, ale są też osoby, które potrzebują wyrzucić z siebie żale, przemyślenia. Opowiadanie w pewnym sensie im pomaga. Czy zachęcać do mówienia tych, którzy zamykają się w sobie?

Każdy inaczej reaguje na stres i każdy radzi sobie z nim na swój sposób. Jeśli znamy dobrze tę osobę i wiemy, że trudne sytuacje czy ból zawsze woli przeżywać w samotności, to w takiej sytuacji jest to dla nas sygnał, że znów wybrała takie rozwiązanie. Ale osoby, które do tej pory były bardzo rozmowne, otwarte, teraz również mogą potrzebować samotności, mogą drażnić je kolejne pytania, zachęty do rozmowy. Nie naciskajmy wówczas, ale nie udawajmy też, że tego nie widzimy, nie okazujmy obojętności. Można zaproponować towarzyszenie takiej osobie, zapytać, jak się czuje, czy chce pogadać, czy czegoś potrzebuje, czy możemy jakoś pomóc, a może razem wypić herbatę, pobyć w ciszy… To jest wówczas znak dla takiej osoby, że interesujemy się nią, że myślimy, chcemy być, ale jednocześnie szanujemy jej sposób reagowania. Warto zapewnić, że cokolwiek by potrzebowała – to jesteśmy.

Samotność w pracy - znak czasów?

Jedni w stresie mają dużą potrzebę ruszania się, chcą wyładować napięcie, więc nerwowo chodzą, stają się aktywni, nie mogą usiedzieć w miejscu. Inni odwrotnie – wybierają długie leżenie w łóżku, siedzenie w fotelu i zatapianie się w swoich myślach…

Tak, bo każdy inaczej radzi sobie z emocjami, ale ważne jest, żeby nowe czy nietypowe zachowania nie stały się czymś stałym. Zarówno nerwowość, pobudzenie, jak i apatia, ospałość, spowolnienie będą czymś naturalnym w pierwszych dniach pozostawania bez pracy, a nawet tygodniach, ponieważ są to kwestie indywidualne. Nie chodzi więc o to, żeby skracać naturalny etap, udawać, że go nie ma, ale też nie bagatelizujmy sprawy, jeśli niepokojące, utrudniające funkcjonowanie zachowania stają się stanem permanentnym.

Gdzie jest więc granica pomiędzy tym, co jest naturalną koleją rzeczy a rozpoczynającym się stanem depresji? Co może dać do myślenia, czego nie należy lekceważyć?

Jeśli mijają trzy tygodnie, a my widzimy, że pewne reakcje osoby z naszej rodziny są codziennie takie same i nie zmieniają się z upływem czasu, a wręcz nasilają się, stają się natrętne, powtarzalne, to wówczas warto skontaktować się z psychologiem. Mówimy tu o sytuacjach, kiedy osoba pozostająca bez pracy sprawia wrażenia jakby była cały czas zobojętniała, pozbawiona poczucia realności, kontaktu z innymi ludźmi. Jeśli nie angażuje się w żadne czynności, przechodzi załamanie, staje się agresywna albo odmawia jedzenia, nie chce wstawać z łóżka, śpi do południa, całkowicie zaniedbuje najprostsze czynności, a jej spadek nastroju cały czas się utrzymuje, to dobrze jest poradzić się i porozmawiać z psychologiem, psychiatrą czy psychoterapeutą. W tym wszystkim ważna jest intuicja – bo my, jako rodzina, dobrze znamy tę osobę i dostrzegamy zmiany, umiemy wyczuć, kiedy dzieje się coś niepokojącego. Nie chodzi więc o to, żeby specjalista stwierdził, że członek naszej rodziny ma depresję, ale żeby uzyskać wsparcie w sytuacji kryzysowej i znaleźć sposób na przywrócenie równowagi w życiu osoby, która przechodzi załamanie nerwowe.

Czyli lepiej, żeby wskazówek i porad szukał na zewnątrz ktoś z rodziny, a nie osoba, której problem bezpośrednio dotyczy?

Czasem tak właśnie jest lepiej. Osoby z rodziny, które patrzą na przeżywanie i stan osoby cierpiącej, czują się bezradne. Nie wiedzą, na ile to, co widzą, jest normą, a na ile  są to własne interpretacje, obawy, lęki. W nich też narasta niepokój. Takie osoby czasem bardziej potrzebują wsparcia niż te dotknięte cierpieniem, ponieważ one też powinny zadbać o siebie, swoją kondycję psychiczną. Tymczasem poczucie bezradności potęguje stres, a przecież w takich sytuacjach potrzebujemy wnieść do domu spokój i siłę, żeby wspólnie zmierzyć się z problemami. Dlatego konsultacja z profesjonalistą może okazać się przydatna. I to bardzo często działa, gdy pomocy szuka partner, mąż, żona, matka, brat czy siostra kogoś, kto przechodzi załamanie. Zauważmy, że osoba zmagająca się z cierpieniem, niekoniecznie może chcieć od razu podjąć takie rozmowy. To może być dla niej dodatkowo stresujące i obciążające. Uruchamia się podświadomie myślenie w stylu: „Nie dość, że pracy nie mam, to jeszcze do psychologa chcą mnie wysłać, bo coś jest ze mną nie tak”. Narasta więc poczucie inności, odstawania od reszty. A jeśli rodzina pokaże, że dla niej takie rozmowy i szukanie wsparcia nie są problemem, to jest szansa, że i osoba cierpiąca otworzy się i pozwoli sobie pomóc.

Mówiłyśmy o tym, czego lepiej nie mówić osobie pozostającej bez pracy, jakie zachowania i słowa mogą być raniące. Ale spójrzmy też na to z drugiej strony. Ten, kto pozostaje bez pracy, ale za to z bagażem stresu i zmartwień, też potrafi czasem ranić osoby z otoczenia, wyładowując swoje emocje.

To prawda, dlatego uznajmy, że wszyscy mamy prawo do trudniejszych emocji, mamy prawo czuć złość, irytację, smutek – i to jest w porządku, ale jeśli nie przekraczamy granic i nie krzywdzimy drugiej osoby. Możemy się martwić, możemy mieć poczucie bezsensu, ale ważne, żeby dążyć do panowania nad swoimi emocjami, żeby stres nas nie paraliżował. Jeśli przebywamy w domu z osobą, która nie radzi sobie ze swoją sytuacją z powodu utraty pracy i przekracza nasze granice, nie bójmy się reagować asertywnie – czyli łagodnie, ale stanowczo mówić o swoich odczuciach, spostrzeżeniach i prośbach względem tej osoby. Myślę, że empatia jest tutaj bardzo potrzebna – żeby umieć spojrzeć na sytuację zarówno oczami tego człowieka, który doświadcza kryzysu, jak i osób z jego otoczenia. Wzajemne zrozumienie, rozmowy i praca nad samym sobą mogą pomóc budować relacje.

Domówka z Pracuj.pl #1 Pokieruj swoją drogą zawodową

Po fazie tymczasowego kryzysu, spadku nastroju, apatii często przychodzi etap działania. Osoby, które straciły pracę, łapią równowagę, znów chce im się chcieć. Zaczynają spoglądać w przyszłość, angażować się, szukać, wysyłać CV. Ale kiedy poszukiwania są bezowocne, telefon milczy, rozmowy kończą się niepowodzeniem, to pokłady energii i entuzjazmu znów zaczynają się wyczerpywać i jest ryzyko powrotu do punktu wyjścia…

Warto wiedzieć, że tak może się zdarzyć. Ponowny chwilowy spadek nastroju jest wówczas czymś naturalnym, ale nie pozwólmy, żeby znów zaczął dominować. To, że mamy mniej energii albo że nie dostaliśmy odpowiedzi od rekrutera nie oznacza, że jesteśmy gorsi czy beznadziejni. Popatrzmy na to z innej perspektywy. Pomyślmy o jakimś przejściowym rozwiązaniu – nie rezygnujmy ze swojego celu zawodowego, ale szukajmy alternatyw. Skoro nie możemy znaleźć pracy w zawodzie, to może powinniśmy nauczyć się czegoś nowego, spróbować sił w innej branży, nawet tymczasowo pracować poniżej swoich kwalifikacji, a w międzyczasie rozglądać się za czymś bardziej satysfakcjonującym. Na tym etapie warto rozmawiać z innymi ludźmi, posiłkować się ich doświadczeń, czerpać wiedzę z różnych źródeł, choćby podcastów, webinarów. Nawet jeśli nie lubiło się swojej pracy, to pierwsza reakcja jest taka, że czujemy żal i myślimy, że lepiej gorsza praca niż żadna. Ale później zaczynamy nabierać innej perspektywy. Sama znam ludzi, którzy po pewnym czasie stwierdzali, że utrata pracy sprawiła, że spotkały ich później bardzo pozytywne rzeczy i że finalnie zmiana okazała się dla nich korzystna, bardziej dopasowana do ich potrzeb. Choć może nie być to łatwe, warto pracować nad sposobem myślenia o sobie i swojej przyszłości. Od niego również bardzo dużo zależy!

Rekrutacja zdalna – zdobądź pracę, nie wychodząc z domu

Dziękuję za rozmowę!

Kreator CV: stwórz za darmo w 3 prostych krokach skuteczne i profesjonalne CV
Stwórz CV
Oceń artykuł