Prezenteizm – korporacyjna epidemia

Kategoria
Życie zawodowe

Autor wpisu
Maja Gojtowska
Kategoria: Życie zawodowe

Young man with thermometer sick blowing his nose in his living room working notebookSezon chorobowy w pełni. Mimo to, czy gorączka, czy katar – do pracy trzeba iść. Czy Ty również zaliczasz się do grupy osób, które, gdy łupie w kościach, zamiast do lekarza, udają się do biura? Uważaj! To może być objaw prezenteizmu.

 

Jeszcze kilka lat temu lekarze zwracali uwagę na rosnące zjawisko wyłudzania zwolnień. Dzisiaj, skarżą się na to, że pacjenci… nie chcą ich brać. Pracownik po wizycie u lekarza z antybiotykiem w kieszeni ląduje w biurze, a nie w łóżku. Dlaczego? Dominuje obawa przed utratą pełnej pensji, premii, a nawet stanowiska. Wśród powodów występowania prezenteizmu podaje się też presję ze strony otoczenia.

Pewnie, że zdarzyło mi się przyjść do pracy, kiedy byłam chora – przyznaje Jola, konsultant ds. sprzedaży. – Mam tyle pracy, że na samą myśl o zaległościach jakich narobiłoby mi zwolnienie, robi mi się słabo. L4 wiąże się z mniejszą pensją – nie mogę sobie na to pozwolić. A zresztą, wszyscy tak robią – mówi.

 

Chory pracownik = bezproduktywny pracownik

Chory pracownik to słaby pracownik – na jego niekorzyść przemawiają niska koncentracja, osłabienie oraz zarażanie innych współpracowników. Mimo to prezenteizm, czyli choroba pracusiów, to zjawisko coraz bardziej popularne w Polsce i na świecie. Jego nazwa pochodzi od angielskiego słowa present, czyli obecny i w całości oddaje sens problemu. Jak zwracają uwagę eksperci zajmujący się zjawiskiem, produktywność chorych pracowników spada o nawet 40%. Rośnie za to możliwość popełnienia błędu, a to niesie ryzyko narażenia pracodawcy na straty, które według szacunków są zazwyczaj wyższe niż w przypadku nieobecności w pracy. Jednak ani pracownicy, ani szefowie, zdają się na to nie zważać.

 

Szybsza reakcja, to krótsze leczenie

Chorzy pracownicy przychodzący do pracy muszą liczyć się z jeszcze jednym – przechodzeniem choroby. A to raczej wczesne leczenie daje lepsze efekty.

Tak naprawdę chory byłem przez ostatnie 3 miesiące. Ostatecznie do lekarza trafiłem na początku miesiąca – z 40° gorączką. Diagnoza – zapalenie płuc i trzytygodniowe zwolnienie – mówi Janek, ekspert ds. IT. Im później zgłosimy się do lekarza, tym dłużej możemy zmagać się z dokuczliwymi dolegliwościami i trudniejsze będzie leczenie.

 

Skąd bierze się prezenteizm

Eksperci zjawisko prezenteizmu tłumaczą sytuacją na rynku pracy, która wymusza na pracownikach koncentrację na karierze, nawet kosztem własnego zdrowia. Chcemy być postrzegani jako sumienni pracownicy, a choroba nie wpisuje się w etos „pracownika miesiąca”. Swoje robi też system zarządzania w firmach – pracownicy często nie mają osób, które mogłyby je zastąpić na czas choroby, dlatego tym bardziej czują się zobligowani do stawienia się w biurze. Na L4 źle patrzą też niektórzy szefowie, zapominając, że chory pracownik może przynieść więcej szkody niż pożytku.

 

Jak walczyć?

Czy z prezenteizmem można walczyć? Dużo zależy tutaj od kultury korporacyjnej danej organizacji – czy promuje ona pracę po godzinach, stymuluje rywalizację wewnątrz zespołu, czy zachęca pracowników do utrzymywania równowagi między życiem prywatnym i zawodowym. Czasami decyduje także podejście szefa – jeśli zachęca on chorego pracownika do wykurowania się w domowym zaciszu, łatwiej jest z czystym sumieniem opuścić kilka dni pracy. Dzięki przekonaniu, że zdrowy pracownik jest lepszym pracownikiem, zyskuje też cały zespół, który nie zaraża się od siebie nawzajem. To sytuacja korzystna i dla firmy, i dla jej pracowników.

Dużo zależy też od nas samych i zmiany naszego myślenia. Poczucie obowiązku, które często goni nas do biura z gorączką i kaszlem, można zastąpić myśleniem o wydajności i zdrowiu – swoim i kolegów z pokoju.

 

Oceń artykuł


Narzędzia