Pracowa nowomowa w natarciu

Kategoria
Życie zawodowe

Autor wpisu
Pracuj.pl Ocena treści 2/5 (1)
Kategoria: Życie zawodowe
Ocena treści 2/5 (1)

man with text bubble and question mark

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Zmerdżowane prodżekty czekają na diplojowanie po apgrejdowaniu. Czy potrzebujesz zbrifowania, czy jeszcze będziesz procedować sejlsforse?” Też używasz podobnych sformułowań? W takim razie właśnie stosujesz code switching. Zresztą nie tylko Ty.

Do używania słów o zagranicznej proweniencji jesteśmy już przyzwyczajeni. Wszak wiele słów, które uznajemy za polskie, z naszego języka nie pochodzi. Jednak od pewnego czasu w środowisku biurowym, biznesowym panoszy się zupełnie inne zjawisko. I od niedawna zostało zdefiniowane – to code switching, czyli – według definicji – zjawisko socjolingwistyczne polegające na naprzemiennym używaniu różnych kodów językowych. W rzeczywistości przejawia się używaniem słów, fraz, zwrotów żywcem wziętych z innych języków – głównie angielskiego – i stosowaniem ich w ciągu zdania.

Słów cięcie-gięcie

Nie jest żadną nowością stosowanie takich słów jak menedżer, mejl, googlować czy lajkowanie. To już weszło do ogólnego języka i nikt się specjalnie nie burzy. Niemniej nagminne wykorzystywanie fraz obcojęzycznych, zamiast rodzimych – to już niemalże plaga.

Na każdym kroku – przede wszystkim w pracy – używane są one z przesadą. Czy to konieczność biurowa czy może jednak swego rodzaju lans, szpan? Zdania językoznawców są podzielone. Na pewno jest to – jak twierdzi prof. Jerzy Bralczyk – tworzenie poczucia uczestnictwa w komunikacji globalnej. Chcemy wierzyć, że będziemy w stanie porozumieć się z gałęziami tej samej firmy na całym świecie. Jednocześnie inni podkreślają, że to zaśmiecanie języka i wyraz lenistwa – po prostu niekiedy nie chce nam się szukać polskich odpowiedników.

Mirosław Oczkoś, wykładowca SGH zajmujący się sztuką wystąpień publicznych, aktor i autor książki „Sztuka poprawnej wymowy, czyli o bełkotaniu i faflunieniu” uważa, że do tej pory patrzono na ludzi wtrącających słowa czy zdania z innego języka (czy to obcego, czy branżowego, technicznego) raczej z pobłażaniem lub wręcz negatywnie.

– Pojawienie się w przestrzenie publicznej określenia: kod przełączenia (code switching), jest próbą oswojenia tego zjawiska i nadania mu cech czegoś fajnego, wyjątkowego i jak najbardziej akceptowalnego – uważa Oczkoś. –- Kilkanaście lat temu próbowano znaleźć polski odpowiednik na określenie Public Relations. Propozycji było sporo – od Promocja Reputacji do staropolskiego Firmochwalstwo, zostało Public Relations, bo raczej Piarowcy nie chcieli przedstawiać się „Dzień dobry, jestem firmochwałem”.

Korporacyjny wymóg czy przejaw szpanerstwa?

Oczkoś przyznaje, że samo zjawisko jest dość trudne do jednoznacznego ocenienia. – Co bowiem począć ze zjawiskiem „spolszczania” słów i zdań z języka obcego? Czy code switching (kod przełączenia) występuje w zdaniu „ luknij przez łindoł i zobacz, czy mój kar stoi na kornerze, bądź stricie”? Czy nie jest raczej modą, podążaniem za trendami, a często po prostu zaśmiecaniem języka?

W wielu firmach, korporacjach code switching (kod przełączenia), jest czymś naturalnym. Pracują tam ludzie, często z całego świata, mieszają się języki, określenia zjawisk, produktów, rozwiązań, więc można to zrozumieć, a nawet można zaryzykować twierdzenie, że zjawisko staje się już głębsze. Ponieważ język jako element komunikowania się jest związany mocno z tożsamością narodową i kulturą danego kraju, to w momencie coraz szerszego zjawiska code switching, powoli dochodzimy do zjawiska culture-switching. I to być może jest odpowiedź na zapotrzebowanie współczesnego świata, nie język angielski, esperanto, chiński, ale code switching (kod przełączenia) stanie się dominującym na ziemi – uważa Oczkoś.

Przyznaje, że to jest wersja optymistyczna zmian, jakie zachodzą w polskim (ale nie tylko) języku. A jaka jest wersja pesymistyczna? – W firmach polskich wtrącanie „obcych” słów często w „spolszczonej” wersji jest przejawem szpanerstwa, dodawaniem sobie znaczenia, a niestety czasami po prostu, zubożenia własnego języka i reprezentacji poznawczej. African English to jednak nie jest angielski – uważa Oczkoś.

Jak jest z Wami, wtrącacie obce wyrazy do swojego pracowego słownika?

Oceń artykuł


Narzędzia