Porady Życie zawodowe Nie opłaca się chorować?
21.11.2013

Nie opłaca się chorować?

21.11.2013
Autor wpisu Agnieszka Dobosz

Fotolia_39803092_Subscription_XXL_lekkieNadchodzą chłody, a my zaczynamy kasłać i kichać. Znów stajemy przed wyborem: przychodzić do pracy jak gdyby nigdy nic albo iść na zwolnienie. Często nie jest to łatwa decyzja…

Kiedy ostatniej zimy szalała grypa, prezydent Sopotu Jacek Karnowski napisał maila do urzędników, by jeśli są chorzy, szli do lekarza. Wówczas akurat sam złapał przeziębienie od wiceprezydenta, widział też innych, że którzy przychodzili do pracy, chociaż mieli zwolnienie. – To było zdroworozsądkowe podejście, nie ukazowe. Podziałało. Grypa w urzędzie się nie szerzyła – mówi rzecznik Magdalena Czarzyńska-Jachim.

Pracownicy często jednak uważają, że większość firm woli, jeśli mimo choroby stawiają się na miejscu. – Ja nie choruję „pokazowo”, nie chodzę z poobcieranym nosem; wystarczy mi 37,5 st. C, a czuję się fatalnie. Dlatego w pracy dziwnie patrzą na takie moje niedyspozycje – mówi Małgorzata, PR-owiec. Zwolnienie bierze tylko wtedy, kiedy choroba wręcz zwala ją z nóg. W domu odbiera telefony, odpisuje na maile, bo, jak mówi, klienci muszą wiedzieć, że ktoś się nimi zajmuje.

Pracodawcy w większości rozumieją, że chory pracownik musi wydobrzeć i lepiej, jeśli dojdzie do zdrowia w domu, niż przychodzi do pracy, naraża siebie na powikłania i zaraża innych – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Konfederacji Lewiatan. Jak przekonuje, stawianie się z gorączką przy biurku wcale nie jest postawą pożądaną. – Chory jest mniej wydajny niż zdrowy, częściej popełnia błędy. Widok przeziębionego pracownika w kontakcie z klientem nie jest pozytywny i negatywnie odbija się na wizerunku firmy – tłumaczy.

Zwolnienie? Nie biorę

Część pracowników jednak odmawia wzięcia zwolnienia lekarskiego. Powód? Za czas na chorobowym dostaje się od pracodawcy tylko 80 proc. pensji. Dla niektórych to spora zmiana w budżecie i dlatego unikają zwolnień jak ognia.

Jak ktoś jest chory, to jest chory, z tego powodu przedsiębiorca się z nim nie rozstanie. Ale gdy nie pracuje, to nie ma wynagrodzenia. To dlatego ludzie idą do pracy, nawet jeśli powinni dochodzić do zdrowia w domu – twierdzi Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność”. Zwraca też uwagę, że nie wszyscy pracujący mają ubezpieczenia pozwalające im iść do lekarza, a sami nie zawsze są w stanie wydać dodatkową kwotę, żeby się leczyć.

Grażyna Spytek-Bandurska podkreśla, jeśli praca ma charakter zadaniowy i może być wykonana poza firmą, warto porozumieć się z pracodawcą i wykonywać swoje obowiązki z domu. – To rozwiązanie jest teraz promowane. Wtedy nie korzystamy ze zwolnienia i nie tracimy części wynagrodzenia, a jednocześnie dochodzimy do zdrowia szybciej – tłumaczy.

Urlop „na lewo”

ZUS walczy z kolei z lewymi zwolnieniami. Tylko w III kwartale tego roku wstrzymał lub obniżył świadczenia na blisko 50 mln zł. Sprawdza, czy zwolnienia w ogóle przysługują osobom, które je przedstawiają oraz czy są wykorzystywane tak, jak powinny – a więc czy pracownik choruje w domu. Bywa bowiem tak, że osoby deklarujące się jako chore wykorzystują wolne np. na dodatkowy urlop. Kontrolowane jest m.in. również to, kiedy pracownicy dostarczają zwolnienie. Mają na to 7 dni. Jeśli dostarczą je później, ZUS ma prawo obniżyć dzienną stawkę wypłacanego zasiłku chorobowego o 25 proc.

Branie lewych zwolnień to jednak domena krajów, w których pracownikom przysługuje niewiele urlopu – wynika z badania przeprowadzonego przez Workforce Institute. Do tego procederu przyznało się 71 proc. ankietowych pracowników w Chinach i 62 proc. w Indiach. Ale z naciąganiem na zwolnienia mają też problem kraje rozwinięte. Potwierdziło to 50 proc. biorących udział w badaniu Amerykanów i 43 proc. Brytyjczyków.

A Wy jest z Wami? Zdarza Wam się przychodzić do pracy chorym czy korzystacie ze zwolnień?

Oceń artykuł