Porady Życie zawodowe Dzień bez Przekleństw a wulgaryzmy w naszym życiu
16.12.2022  | 8 min czytania

Dzień bez Przekleństw a wulgaryzmy w naszym życiu

16.12.2022  | 8 min czytania
Autor wpisu Pracuj.pl
Ocena treści
(1)

O motyla noga, już 17 grudnia obchodzimy światowy Dzień bez Przekleństw! Do tego typu świąt podchodzimy zwykle z dużym dystansem i przymrużeniem oka, żartując: „No nie! Jak ja to wytrzymam?!”. Lista przekleństw w języku polskim jest bowiem naprawdę długa – i to od zawsze. Warto jednak przyjrzeć się bliżej kwestii wulgaryzmów w naszym życiu, bo jest to temat tyleż kontrowersyjny – co i ciekawy. Przeczytaj, skąd się w ogóle wzięły przekleństwa, dlaczego je wypowiadamy i czy używanie słów wulgarnych w pracy jest dozwolone.

Czego dowiesz się z artykułu?

• 17 grudnia – Dzień bez Przekleństw
• „Anatomia” wulgaryzmów: kto wymyślił przekleństwa i jakie pełnią funkcje?
• Wulgaryzmy – co nam daje używanie przekleństw?
• Przekleństwa a normy społeczne
• Wulgaryzmy – kiedy bardziej można, a kiedy absolutnie nie…?
• „Łagodne wulgaryzmy” – co zrobić, gdy naprawdę musisz?

17 grudnia – Dzień bez Przekleństw

Dzień bez Przekleństw obchodzony jest 17 grudnia na całym świecie – należy jednak do tzw. świąt nietypowych, do których często podchodzi się półżartobliwie. Niemniej warto wiedzieć, że za jego powołaniem do życia stoi idea dość ważna i szczytna. Dzień bez Przekleństw ma bowiem w założeniu dać przyczynek do zastanowienia się nad tym, jakich słów na co dzień używamy i czy na pewno „robimy to dobrze”. Ma też zwrócić naszą uwagę na to, jak piękny i bogaty jest nasz język ojczysty.

Może więc warto do Dnia bez Przekleństw podejść istotnie z pewną refleksją. Zastanowić się, po co właściwie przeklinamy i z czego to wynika. Przemyśleć, czy jesteśmy w stanie funkcjonować bez przekleństw, zapanować nad chęcią ich użycia czy stosować ich „grzeczniejsze” zamienniki. Taka świadomość językowa może znacznie podnieść nasze kompetencje komunikacyjne – a to wartość nie do przecenienia!

„Anatomia” wulgaryzmów: kto wymyślił przekleństwa i jakie pełnią funkcje?

Pierwsze z postawionych pytań jest dość przewrotne – nie da się bowiem dokładnie wskazać, kto wymyślił przekleństwa. Najpewniej towarzyszą nam one od najstarszych czasów. Funkcjonowały z pewnością już w starożytności – przypisywano im funkcję magiczną, tzn. mogącą oddziaływać na rzeczywistość. Pierwotnie odgrywały bowiem rolę klątwy. Co istotne, mogła ona sprowadzić nieszczęście czy srogą karę nie tylko na osobę przeklinaną, lecz także tę wypowiadającą „złe słowa”. Używanie słów wulgarnych uważano więc już wtedy za akt łamiący zasady etyczne, a nie tylko konwencję językową.

| Poprawność językowa – czy to, jak mówisz i piszesz, naprawdę ma znaczenie?

Z czasem funkcje przekleństw coraz bardziej się różnicowały. Pewnym przeobrażeniom ulegało też podejście do ich używania. Współcześnie wielu ludzi narzeka na upadek obyczajów i kultury języka, utyskując, że „dawniej tak nie było”. Warto jednak wiedzieć, że rzeczywistość nie wyglądała wcale tak różowo. Wulgaryzmy pojawiały się w życiu codziennym naszych przodków, były też obecne nawet w literaturze pięknej – także u takich klasyków jak Rej, Kochanowski czy Potocki. Co więcej, bywały bardzo wymyślne. Oprócz bardziej „standardowych” przekleństw do złorzeczenia wykorzystywano też ogromne bogactwo polszczyzny i… własnej wyobraźni. Już w dawnych czasach używano więc słów wulgarnych na naprawdę szeroką skalę.

Oczywiście także dzisiaj są one bardzo rozpowszechnione. Uznaje się, że przeklinanie pełni obecnie w komunikacji kilka różnych funkcji. Słownik polszczyzny rzeczywistej* opracowany przez zespół naukowy funkcjonujący pod nazwą janKomunikant (prowadzony pod przewodnictwem prof. dr. hab. Michaela Fleischera) wyróżnia m.in. następujące z nich:

  • wzmocnienie wypowiedzi,
  • groźba,
  • dezaprobata,
  • złość,
  • potwierdzenie słuszności mówionych słów,
  • zachwyt,
  • „przerywnik”.

A to i tak nie wszystkie funkcje – wspomniany słownik wyróżnia ich aż czterdzieści siedem!

Wulgaryzmy – co nam daje używanie przekleństw?

Skąd bierze się taka  popularność wulgaryzmów? Istnieje teoria, że… z naszej biologii. Badacze zajmujący się naukowo wulgaryzmami (tak – są tacy!) dowodzą, że przy mówieniu przekleństw uaktywnia się nie tylko ta część mózgu, która odpowiada za język, lecz także ta związana z przetwarzaniem emocji. „Rzucanie mięsem” pozwala nam bowiem zrzucić z siebie napięcie; jest katalizatorem odczuć, którym potrzebujemy dać upust. Używanie wulgaryzmów daje możliwość odreagowania emocjonalnego i przywrócenia spokoju dla przebodźcowanego z jakiegoś powodu mózgu.

| Emocje w pracy – jak sobie z nimi radzić?

Emma Byrne – autorka książki pod przewrotnym tytułem Bluzgaj zdrowo. O pożytkach z przeklinania** – twierdzi również, że przekleństwa wpływają nawet na zmniejszenie odczuwania fizycznego bólu. Dlatego właśnie nierzadko odruchowo reagujemy wulgaryzmem, gdy przypadkiem się uderzymy… czy wejdziemy gołą stopą na klocek Lego! Według badaczki przeklinanie wzmaga też naszą siłę oraz wytrzymałość – i stąd taka popularność „brzydkich słów” wśród osób pracujących fizycznie, np. na budowie. Przekleństwa pełnią też czasem funkcję spajającą dla danej społeczności i budują pewną wspólnotę komunikacyjną, wpisując się w określony kod porozumienia.

Przekleństwa a normy społeczne

Z powyższych zdań można by wysnuć wniosek, że przeklinanie niesie ze sobą wiele korzyści (jak zresztą głosi tytuł książki Byrne). Nie jest to jednak takie proste. Jak już bowiem wspomnieliśmy, używanie słów wulgarnych bywa często traktowane jako brak ogłady i kultury osobistej czy wręcz złamanie zasad współżycia społecznego. Wydaje się jednak, że współcześnie mamy do czynienia z coraz częstszym dystansowaniem się wobec kwestii używania przekleństw czy wręcz jej normalizacją. Socjologowie i językoznawcy wielokrotnie podnosili np. kwestię wulgaryzacji języka mediów czy nawet debat publicznych.

| Jak mówić, żeby dobrze się zaprezentować?

Należy też przy tym zauważyć, że nasz język – także ten wulgarny – mocno ewoluuje. Przykładowo: pewne słowa, które dla osób starszych będą zdecydowanie nieprzyzwoite czy obsceniczne, dla pokolenia Z będą już zupełnie neutralne emocjonalnie. Można oczywiście zżymać się na to, że wyrazy dawniej uznawane za wulgarne wchodzą na stałe do użycia bez wydźwięku negatywnego, ale jest to proces naturalny, który przenika całą historię naszego języka. (Zachodzi też zresztą w drugą stronę – słowa kiedyś neutralne z czasem przyjmują bardzo pejoratywne nacechowanie).

Wulgaryzmy – kiedy bardziej można, a kiedy absolutnie nie…?

Aby znaleźć pewien balans między korzyściami z przeklinania a jego negatywnymi konsekwencjami, kluczowe jest uświadomienie sobie tzw. kontekstu sytuacyjnego czy też komunikacyjnego, czyli okoliczności, w jakich się wypowiadamy. W obecności osób bliskich czy dobrze znajomych, z którymi mamy pewien ustalony sposób komunikacji i wiemy, że dopuszcza on okazyjne „rzucenie mięsem”, możemy sobie pozwolić na więcej.

Zupełnie inaczej wyglądają sytuacje oficjalne, takie jak wystąpienia publiczne czy choćby rozmowa o pracę. Dotyczy to także spotkań, na których nie znamy dobrze oczekiwań i preferencji odbiorcy (dla niektórych osób używanie przy nich przekleństw może być wręcz obraźliwe – i należy to uszanować!). Najważniejsze jest więc umiejętne przełączanie tzw. kodów komunikacyjnych, które pozwalają nam odpowiednio dopasować język do sytuacji.

| Poprawność językowa – czy to, jak mówisz i piszesz, naprawdę ma znaczenie?

W tym miejscu warto podkreślić rzecz bardzo istotną: czym innym jest rzucenie przekleństwem „w przestrzeń”, a czym innym – obrażanie czy wyzywanie innych osób. To zawsze jest zachowaniem nieakceptowalnym, za które mogą grozić kary przewidziane przez prawo. Formułowanie wulgarnych wypowiedzi pod adresem innych ludzi wpisuje się bowiem w zachowania związane z przemocą psychiczną czy już konkretniej – z mobbingiem (w miejscu pracy, na uczelni etc.).

Przekleństwa w pracy – wolno czy nie?

A jak w świetle tego wygląda przeklinanie w pracy? Tu także istotne jest stosowanie się do zasad wspomnianych wyżej. W dobrze zintegrowanym zespole, który swoje już razem przeżył i dopuszcza się w nim luźny ton rozmowy, a jego członków wiąże ze sobą bliska znajomość czy nawet przyjaźń – zapewne będziemy mogli czasem przekląć i nie będzie to miało złego wydźwięku. Na pewno jednak nie należy tego robić pierwszego dnia pracy, a już nie daj Boże – na rozmowie kwalifikacyjnej, w trakcie onboardingu czy na pierwszym spotkaniu z przełożonym.

Należy jednocześnie pamiętać, że za szczególnie „ciężki język” mogą nas spotkać negatywne konsekwencje. Prawo nie zabrania co prawda wprost przeklinania w pracy. Jednak art. 141 Kodeksu wykroczeń mówi o tym, że nie wolno używać słów nieprzyzwoitych czy umieszczać nieprzyzwoitych ogłoszeń, napisów i rysunków w przestrzeni publicznej. Traktuje się to bowiem jako „wykroczenie przeciw porządkowi publicznemu”.

| Równość i szacunek, czyli zacznij od firmowej społeczności

Jeśli więc w pracy używasz nagminnie słów uznawanych za „nieparlamentarne”, a Twój pracodawca nie toleruje tego typu zachowań, może udzielić Ci upomnienia czy wręcz nagany na mocy tego zapisu prawa. Jak wspomniano, gdy przekleństwa są skierowane do pracowników, jest to traktowane jako mobbing i również podlega ściganiu na mocy prawa. A zatem – warto przemyśleć swoje zwyczaje językowe w pracy, zamiast narażać się na poważne konsekwencje.

„Łagodne wulgaryzmy” – co zrobić, gdy naprawdę musisz? 😉

Dzień bez Przekleństw to więc niejedyny moment, gdy warto się zastanowić nad tym, jakich słów używamy i czy nie można by ich zastąpić innymi. Przypomnijmy: wyzwiska ad personam nie są na miejscu nigdy – nawet w formie bardziej zakamuflowanej. Natomiast przekleństwa, które cisną się na usta np. w związku z niemiłą sytuacją budzącą złe emocje, można śmiało zastępować innym określeniami.

Wspomniana na samym początku „motyla noga” czy inne zamienniki, takie jak „o kurteczka” czy nawet zdrobniała „cholercia” będą budzić zupełnie inne emocje niż rzucenie ciężkim słowem. Duże pole do popisu daje nam też własna wyobraźnia. Przykładowo: życzenie „niech to gęś kopnie” będzie odebrane raczej humorystycznie, a nie w sposób uwłaczający komukolwiek. Taki sam efekt może mieć używanie żartobliwych eufemizmów, które łagodzą wydźwięk wypowiadanych słów.

| Każdy ma jakiś schemat, czyli jak błędy poznawcze mogą wpływać na nasze zachowanie w pracy

Warto także opisywać własne emocje, dla których szukamy ujścia w rzucaniu przekleństw – zamiast sięgać po wulgaryzmy. Powiedzenie np. „ta sytuacja nie jest dla mnie komfortowa” pokazuje, jaki jest nasz stosunek do danego zdarzenia, a to daje odbiorcy komunikatu znacznie szerszy ogląd sprawy. W ten sposób możemy więc zyskać znacznie lepszy efekt, jeśli chodzi o przekazanie naszych emocji. A to właśnie jest kluczowe – zakomunikowanie odczuć, ale w taki sposób, by nie ranić tym innych.  Warto tego spróbować, a taki dzień jak święto bez przekleństw to doskonała okazja do autorefleksji.

 

* janKomunikant (Monika Bednorz, Piotr Fąka, Michael Fleischer, Michał Grech, Kamila Jankowska, Annette Siemes, Mariusz Wszołek), Słownik polszczyzny rzeczywistej (siłą rzeczy fragment), Primum Verbum 2011.

** Emma Byrne, Bluzgaj zdrowo. O pożytkach z przeklinania, Buchmann, Warszawa 2018.

Oceń artykuł