Porady Życie zawodowe 5 anty-postaw, które utrudniają start w nowej firmie
31.10.2013

5 anty-postaw, które utrudniają start w nowej firmie

31.10.2013
Autor wpisu Katarzyna Klimek-Michno
Ocena treści
(5)

11Leń, lizus, a może chwalipięta? Tak potrafi czasem wyglądać nowy pracownik w oczach zespołu. I na odwrót: zespół pozostawia niemiłe wrażenie już po pierwszych dniach pracy. Podpowiadamy, co utrudnia adaptację w nowej firmie. Sprawdź, czy nie cierpisz na któryś z poniższych syndromów.

Powitanie na pokładzie nie zawsze bywa usłane różami. Może wiązać się nie tylko ze stresem, ale też zazdrością, obawą o „własny stołek” i chęcią rywalizacji. Wytypowaliśmy kilka postaw, które nie służą adaptacji i budowaniu pozytywnej atmosfery w zespole, gdy pojawia się ktoś nowy. Co ważne, są to zachowania, które mogą dopaść obydwie strony - i nowego pracownika, i przyjmującego go do siebie zespołu.

1. Syndrom zadartego nosa

- To był student, kilka lat od nas młodszy. Gdy miał do nas „interes” albo chciał wtrącić swoje „trzy grosze”, to oczywiście się odzywał. Ale wychodząc do domu, już nie potrafił powiedzieć: „cześć” albo „do widzenia” - obecność nowego pracownika w pokoju wspomina Michał, pracujący w dużym wydawnictwie.

Nikt nie lubi przemądrzałych, wywyższających się pracowników. Jeśli więc próbujesz w ten sposób ukryć stres i niepewność, towarzyszące Ci w pierwszych dniach pracy - wybrałeś złą taktykę. Poprawianie, pouczanie zespołu, ciągłe powoływanie się na swoje cenne doświadczenia - to może zadziałać niczym płachta na byka. I vice versa - jeśli próbujesz się dowartościować zadzierając nosa przed nowo przyjętym pracownikiem i pokazać „kto tu rządzi” - możesz być pewien, że to zaszkodzi wam wszystkim.

2. Syndrom straszyciela

- Jest kryzys, szef ciągle narzeka na słabe wyniki, dokłada obowiązków, przybywa nadgodzin, a kasa coraz słabsza - takie „powitanie” usłyszała Anna, zajmująca się marketingiem. Pesymistyczne wizje roztaczała przed nią koleżanka z działu, mająca podobne obowiązki. - Miałam wrażenie, że chce mnie zniechęcić, bo boi się o swoje stanowisko - wspomina nowa pracownica.

„Straszyciel” może pojawić się też po drugiej stronie - w skórze dopiero co zatrudnionego specjalisty, np. na stanowisku kierowniczym. Notoryczne narzekanie i mobilizowanie przez straszenie może jednak nie przysłużyć się budowaniu respektu w zespole, którym zaczynamy kierować. Co najwyżej pomoże w zniechęcaniu i psuciu atmosfery.

3. Syndrom lizusa

- „Jeśli nie chcesz albo nie masz czasu zrobić tego zadania, ja mogę to wziąć. Bardzo chętnie się tym zajmę”. Tego typu teksty, okraszone słodkim uśmiechem, w obecności naszego przełożonego kierowała do mnie często koleżanka po fachu, pracująca od kilku lat w firmie - wzbudza się Paulina. W zachowaniu koleżanki nie umiała dopatrzeć się szczerości, ponieważ życzliwość i przyjacielski ton ginął, gdy tylko szef znikał z oczu. Paulinie wydawało się, że kobieta za wszelką cenę chce udowodnić, że jest niezastąpiona i o niebo lepsze od nowej pracownicy. Taka postawa potrafi się też pojawić u nowo przyjętego, który chce się pokazać od jak najlepszej strony, na siłę przypodobać, zabłysnąć na tle „starej gwardii”. A ją takie „zagrania” bardzo irytują.

4. Syndrom męczennika

- Seria niekończących się pytań i próśb. Pokazywanie po kilka razy tych samych czynności. A przecież nie zostałam przydzielona jako opiekun stażystów czy nowych pracowników! Ja wszystko rozumiem, że ktoś się dopiero uczy, ale przecież są jakieś granice. Wydawało mi się, że ta osoba chce zwyczajnie wykorzystać mój czas, żebym ją wyręczyła w obowiązkach i pomogła „zapunktować” u szefa - opowiada Natalia, zajmująca się reklamą, która nie potrafiła powiedzieć „nie”. Ale problem z asertywnością może się też pojawić u nowego pracownika. Bierze na siebie mnóstwo obowiązków w obawie przed krytyką i brakiem akceptacji ze strony zespołu.

5. Syndrom lenia

To podobnie, jak syndrom męczennika, skrajna, niezdrowa postawa. W adaptacji nowego pracownika liczy się bowiem wzajemna pomoc i zrozumienie, ale bez przesadzania w żadną stronę. - Starsi pracownicy wykręcali się od tak zwanej „czarnej roboty” i ciągle spadała ona na mnie. Widocznie, jak każdy początkujący, musiałem zapłacić frycowe - początki swojej kariery wspomina Tomasz. W płaceniu frycowego powinny być jednak granice. Czymś innym jest zdobywanie doświadczenia, zaczynając od prostych, czasem niewdzięcznych zadań, a czymś innym ciągłe wyręczanie się młodszymi kolegami. Nie bez winy potrafią być też nowo przyjęci pracownicy. Jeśli są roszczeniowi, a przy tym leniwi i szukają tylko wymówek - można się spodziewać, że adaptacja w nowym zespole nie będzie szybka i bezbolesna.

Jakie zachowania według Was najbardziej utrudniają adaptację?

Zobacz, jak przetrwać pierwszy dzień w nowej pracy.

Pierwszy dzień w pracy


 

Oceń artykuł