Zabierzcie go, nie mogę z nim wytrzymać!

Kategoria
Z życia pracownika

Autor wpisu
Pracuj.pl
Kategoria: Z życia pracownika

nie moge wytrzymacOsiem godzin w biurze, jakieś siedem na spanie, minimum godzina na dojazd… Wychodzi na to ciągu tygodnia spędzamy więcej czasu ze swoimi współpracownikami niż z rodziną. Świetnie, jeśli chemia zagra; gorzej, jeśli zamiast współpracy mamy granie na nerwach. Ale przecież można się dogadać – nawet między pokoleniami!

Młodzi pracownicy najlepiej oceniają atmosferę w pracy. Entuzjazm topnieje wraz z latami – pokazało I Ogólnopolskie Badanie Satysfakcji Pracy firmy Sedlak&Sedlak. Z atmosfery i relacji ze współpracownikami niezadowolonych było tylko 10 proc. badanych. Jednak aż 28 proc. wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”. W wolnym tłumaczeniu: coś ich uwiera, lecz da się z tym żyć.

Załóżmy, że w jednym pokoju siedzą pracownicy z różnych pokoleń: osoba 50 plus, czterdziestokilkulatek z pokolenia baby boomers, trzydziestokilkulatek z generacji X, młodszy od niego o 10 lat prężny Y i praktykant z wchodzącej na rynek generacji Z. Jest możliwa owocna współpraca między nimi? – pytamy Wojciecha Herrę, trenera i konsultanta, specjalistę z zakresu psychologii organizacji i zarządzania.

Jest możliwa, a co więcej: jest bardzo wartościowa. Ścieranie się pokoleń i osobowości jest bardzo ważne, bo wywołuje energię i pozwala tworzyć nowe rozwiązania – twierdzi Herra. Zastrzega przy tym: – Musi zostać jednak spełniony jeden warunek. Każda z tych osób zrozumie, że jej tryb pracy nie jest jedynym właściwym.

No właśnie: gdzie może tkwić źródło kłopotów? Oto kilka przykładów.

Pierwszy przychodzi, ostatni wychodzi – czy to dobrze?

Nic mnie tak nie irytuje, jak młody, który niewiele robi, a domaga się podwyżki – myśli Iks. Siedzi po godzinach, bo jeszcze nie znalazł rozwiązania – w odwecie drwi z niego Igrek.

Nasze postawy mogą być różnie odbierane. Iksy – urodzone między 1965 a 1980 rokiem – są przyzwyczajone do zostawania dłużej w pracy, wiedzą, co to hierarchia służbowa i lojalność do pracodawcy. Ich młodsi koledzy z generacji Y wydają się bardziej wyluzowani, dbają o równowagę między pracą a życiem prywatnym.

35-latkowie wychowywali się jeszcze w trudnej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Musieli walczyć o każdą kolejną nagrodę, nauczyli się czekać. Ich o kilka lat młodsi koledzy są niecierpliwi, chcą mieć wszystko szybko – tłumaczy podłoże konfliktu Wojciech Herra.

Dla firm liczą są jednak efekty pracy. Nieważne, czy dokonane metodami Iksa czy Igreka. Zresztą długie siedzenie za biurkiem nie zawsze zaś przynosi skutki, bo zmęczony pracownik jest mniej wydajny niż wypoczęty.

„Sorry, ale źle pan to robi”

Problemem bywa zwracanie uwagi, zwłaszcza jeśli kierowana jest ona przez osoby młodsze stażem i wiekiem wobec doświadczonych pracowników.

Osoby starsze miewają kłopot z przyjęciem krytyki. Traktują ją jako atak osobisty, a nie jako dążenie do poprawienia standardów pracy czy wyjaśnienia spraw. To jest kłopotliwe dla młodszego pokolenia, które mówi to, co myśli – mówi Wojciech Herra.

W takiej sytuacji radzi, aby od początku pokazać dobre intencje. I zaznacza: – Ważna jest nie tylko treść, ale też forma jej przekazania.

Słowem: empatia i savoir-vivre się przydają.

Przez szacunek nie mów do mnie „Michasiu”

Panie Krzysztofie czy Krzysztofie? – W pracy nie ma dyskusji o tym, kto jest starszy. Gramy w jednej drużynie. Albo w całej firmie zwracamy się do siebie per pan, albo w całości po imieniu – mówi Wojciech Herra. Przyznaje przy tym, że sprawa wciąż budzi emocje i nie każdy zgadza się na takie standardy.

Ale kłopotliwe jest też co innego: zdrobnienia, do których uciekają się starsi pracownicy w kontakcie z młodszymi. – To niby jest takie familiarne, jak dyrektorka mówi do mnie „Michasiu”. Dla mnie to klasyczne „upupianie”. Ja dla niej powinienem nazywać się Michał – mówi pracownik z branży IT.

Śliski temat: poglądy

Nie tylko różnice pokoleń mogą być źródłem zespołowych niesnasek. Przywołanie w rozmowie postaci czołowych polityków potrafi wywołać prawdziwą burzę między rozmówcami. Podobnie sprawy religii albo mniejszości seksualnych.

Ludzie chętnie prezentują swoje poglądy, przynależność do stowarzyszeń, np. demonstrują, że są kibicami konkretnego klubu piłkarskiego. To może się przekładać na atmosferę. Możemy wkładać „okulary stereotypowe” i całego człowieka widzieć przez pryzmat tego, czy popieramy to, co manifestuje, czy nie – zwraca uwagę Herra. I dodaje: – Pracownicy naprawdę zajęci nie mają czasu na takie rozmowy. Jeśli rozumieją, że takie dyskusje obniżają efektywność i odbijają się na wspólnym wyniku oraz atmosferze w firmie, to będą ich unikać.

Jak Wy jak radzicie sobie z drażliwymi tematami albo drażniącymi współpracownikami?

Oceń artykuł


Narzędzia