Chodzę na rozmowy kwalifikacyjne, bo … lubię!

Kategoria
Rozmowa kwalifikacyjna

Autor wpisu
Katarzyna Klimek-Michno

Cheerful businesspeople, or businesswoman and client handshakingMają dobrą pracę, są z niej zadowoleni i nie spieszą się do zmiany. Mimo to szczegółowo przeglądają oferty, wysyłają swoje CV i nie szkoda im czasu, żeby przyjść na rozmowę. Część kandydatów to ochotnicy, którzy chcą wziąć udział w rekrutacji wyłącznie „dla sportu”. Ma to zarówno plusy, jak i minusy.

 

 

 

35-letni Bartek ma własną firmę. „U kogoś” był tylko na praktykach i stażach jeszcze w czasach studenckich. Po obronie dyplomu wiedział, że chce być wyłącznie „na swoim”. Miał pomysł na biznes, sprawdzał się jako organizator i lider, podobało mu się bycie „sterem, żaglem i okrętem”. Jego firma dobrze sobie radzi i Bartek nie przewiduje kryzysu. Mimo to co jakiś czas aplikuje do różnych firm. Choć ma dużo obowiązków na głowie, to nigdy nie odmawia, słysząc zaproszenie na rozmowę.

Nie chcę wypaść „z obiegu”. Sprawdzam, co jest obecnie wymagane, czego pracodawcy oczekują i jak mnie oceniają, nad czym jeszcze powinienem popracować. Ciekawi mnie też, jakiego rzędu wynagrodzenie jest oferowane i przy jakim zakresie obowiązków. Dzięki temu mogę robić porównania, analizować swoją sytuację – opowiada Bartek.

 

Niezobowiązujące kandydowanie jest w porządku …

Zdaniem rekruterów nie ma w tym nic złego, że chcemy bliżej poznać rynek pracy i jego możliwości, nawet jeżeli mamy satysfakcjonującą pracę.

Urszula Zając-Pałdyna, HR Business Partner w Grupie Pracuj, wymienia zalety tego typu „aktywności”:

  • poznanie i sprawdzenie samego siebie w warunkach rekrutacyjnych
  • „oswajanie się” z procesem rekrutacyjnym, a co za tym idzie – nabieranie większej pewności siebie, przełamywanie strachu
  • weryfikacja swojej wiedzy, doświadczenia, umiejętności, kompetencji
  • bycie na bieżąco z potrzebami rynku, wymaganiami pracodawców, a dzięki temu – możliwość stałego uczenia się, rozwijania, uzupełniania luk oraz dalsza praca nad mocnymi stronami
  • budowanie kontaktów, nawiązywanie relacji biznesowych

 

… ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić

Udział w rozmowach kwalifikacyjnych jako sposób na rozwój oraz przeświadczenie, że warto rozważać propozycje zatrudnienia – są mile widziane. Ale nadużywanie zaufania pracodawców już potrafi zatrzeć dobre wrażenie.

Raz na jakiś czas można wybrać się na rozmowę, ale chodzenie „dla sportu” albo tylko po to, żeby wynegocjować podwyżkę u obecnego pracodawcy stawia kandydata w złym świetle – przestrzega Urszula Zając-Pałdyna. – Warto przyjmować zaproszenia na rozmowy, ale iść na nie z nastawieniem, że jeśli będzie to bardzo dobra, w pełni satysfakcjonująca oferta, to się nad nią zastanowimy i rozważymy zmianę firmy.

 

Jak podkreśla przedstawicielka Grupy Pracuj, rekruterzy potrafią wyczuć, kiedy kandydatowi faktycznie zależy na pracy w danej firmie. Zdarza się, że kandydaci sami się „ujawniają” i pokazują prawdziwe intencje. Przykładowo, podczas rozmowy zapewniają, że chcą zmienić pracę, bo ważna jest dla nich atmosfera i rozwój, a na samym końcu – odrzucając nową ofertę – argumentują, że dostali podwyżkę u swojego pracodawcy.

Takie deklaracje wzajemnie się wykluczają. Nie jest to poważne i uczciwe traktowanie – mówi Urszula Zając-Pałdyna.

Jeśli taka osoba przechodzi pomyślnie cały proces rekrutacyjny i firma jest zdecydowana ją zatrudnić, to znaczy, że musiała podziękować innym, zainteresowanym kandydatom.

Z góry zaplanowana odmowa pracy nie jest więc w porządku. Firma musi zaczynać proces rekrutacji od początku albo szukać kolejnych chętnych – tłumaczy HR Business Partner.

 

A czy komuś z Was zdarzało się chodzić na rozmowy kwalifikacyjne tylko „dla sportu”?

Oceń artykuł


Narzędzia