Nasze prababcie by zarobiły! Zawody retro w cenie

Autor wpisu
Pracuj.pl
Autor wpisu Pracuj.pl

 

mother and daughter

Wyższe wykształcenie, języki obce, umiejętność gry na pianinie lub gitarze… Zamożnym rodzicom dbającym o wszechstronny rozwój dziecka zależy na kimś więcej niż niani. Guwernantka poszukiwana!

Tak zaczynali i Henryk Sienkiewicz, i Maria Skłodowska. Polscy nobliści, na długo zanim stali się sławni, pracowali jako guwernerzy. W XIX wieku i na początku XX była to popularna profesja dla wykształconych, lecz niemajętnych osób. Miały przekazać podopiecznym z dobrych domów wiedzę, szlifować zdolności artystyczne, nauczyć stosownego zachowania się.

Ambicje współczesnych rodziców odkurzyły ten na długo zapomniany zawód. – Wielu moich znajomych miało problem ze znalezieniem wykwalifikowanej osoby, która zajęłaby się ich dziećmi w większym stopniu niż niania. Dwa lata temu w Krakowie nie było jeszcze firmy oferującej opiekę guwernantek, więc zaczęłam się specjalizować w tym zakresie – mówi Monika Jakubiak, właścicielka firmy MJ Governess. Dziś współpracuje z 56 rodzinami na terenie Krakowa, Warszawy i Śląska.

Jedna rodzina, jedna guwernantka

Współczesna guwernantka rzadko mieszka przy rodzinie. Przychodzi do pracy na osiem godzin, gdy rodzice pracują. Nie jest gosposią, lecz indywidualną opiekunką i nauczycielką.

Zatrudniamy osoby po pedagogice, czasem psychologii, ze znajomością języków. Angielski jest standardem. Wszelkie umiejętności artystyczne są mile widziane – mówi Monika Jakubiak. Jakie? – Kiedyś szukaliśmy kogoś, kto potrafi grać na perkusji – wyjaśnia. Zatrudnia też guwernera po AWF i fizjoterapii i teraz zajmuje się m.in. rehabilitacją dziecka.

Uczelnie już mają ofertę studiów podyplomowych dla zainteresowanych zawodem. Zapisy prowadzi np. Wydział Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie czy Wyższa Szkoła Umiejętności w Poznaniu.

Nie takie znowu kokosy

O wysokości pensji guwernantek krążą mity. – Mogą zdarzyć się zarobki w wysokości 10 tys. zł, ale dotyczą native speakerów – mówi Jakubiak. Jak podaje, guwernantki w Krakowie zarabiają od 2 tys., a w Warszawie od 2,5 tys. zł na rękę.

Każda dodatkowa, rzadka umiejętność sprawia, że stawka rośnie. Z drugiej strony biura pośredniczące starają się dostosowywać do możliwości klientów. Zgodnie ze starą zasadą: nasz klient, nasz pan.

Czy zawody w stylu retro naprawdę wracają?

Pytamy Izabelę Kielczyk, psychologa biznesu i coacha.

Dawnych zawodów, które po latach niebytu wracają z równym blaskiem co guwernantki, na razie nie jest zbyt wiele… Będzie więcej?

Izabela Kielczyk: Rzeczywiście, nie ma tu wielu przykładów. Jest SZEWC, który zrobi buty na specjalne zamówienie czy KRAWIEC, który uszyje ubranie na miarę. Oba te zawody nigdy de facto nie zniknęły, ale teraz w dobie odzieży z sieciówek, usługi nastawione na konkretnego klienta stały się bardziej cenione.

Jeden szewc zrobi buty, jakich nie ma nikt inny, drugi tylko przybije fleki. Nie powinno się ich odróżnić?

Pierwszy jest artystą projektantem, drugi rzemieślnikiem. Niektóre nazwy trochę się zdegradowały, dlatego ludzie wymyślają coś nowego. Czasem brzmiącego w ich mniemaniu nowocześniej, a czasem właśnie to stare określenie jest wartością, jak w przypadku guwernantek.

Do łask wracają GORSECIARKI, ale tych, które szyją staniki od A do Z jest stosunkowo niewiele. Większość zwie się dziś modnie brafitterkami, a biustonosze jedynie dobiera i dokonuje poprawek krawieckich.

Tak. Ale bardziej powszechne usługi gorseciarskie czy brafitterskie zwracają uwagę na tę samą kwestię. Spora część osób ma dosyć tego, co pospolite. Klient chce, by poświęcono uwagę jego potrzebom i jest gotowy za to zapłacić więcej. Na tej zasadzie pojawiają się firmy, które szyją ekskluzywne tapicerki do samochodów zrobione zgodne z gustem indywidualnego klienta. Ci TAPICERZY znaleźli sobie niszę i obsługują bogatych klientów.

Dzięki grupom rycerskim są KOWALE, którzy mają pracę jak za dawnych lat. Wyspecjalizowali się w robieniu zbroi i kuciu mieczy.

Jak ktoś ma pasję, potrafi też ją sprzedać innym. Chce się przecież robić to, co jest fajne, co kręci. Podobnie ktoś może pójść na kurs garncarstwa, a potem chcieć robić to zawodowo. Podkreślam jednak, że współczesny GARNCARZ musi mieć w sobie duszę marketingowa, żeby się przebić albo znaleźć niszę dla swoich wyrobów.

Gdyby ktoś na fali zainteresowania zawodami retro chciał pracować w profesji dziadka, jak powinien się do tego zabrać?

Najważniejsze są predyspozycje. Ja na przykład lubię ręcznie robioną biżuterię, ale nie mam takich zdolności, by przygotować ją sama. Druga rzecz to badanie rynku – czy znajdzie się dla nas miejsce.

Mam w pamięci przykład bezrobotnych pań. Świetnie umiały prać i prasować. W ich mieście było zaś wielu mężczyzn singli, którzy sami nie lubili bądź nie potrafili dobrze wyprasować koszul. Zaczęły więc na tym zarabiać. Dziś są takimi PRACZKAMI naszych czasów, które odświeżone, pięknie złożone ubranie wyślą przez kierowcę do domu klienta.

Zobacz aktualne oferty pracy w branży edukacja i szkolenia

Oceń artykuł


Narzędzia