Porady Kariera i rozwój Żeńskie nazwy stanowisk. Kwestia gustu czy nowa normalność?
04.03.2021  | 7 min czytania

Żeńskie nazwy stanowisk. Kwestia gustu czy nowa normalność?

04.03.2021  | 7 min czytania
Autor wpisu Pracuj.pl
Ocena treści
(5)

Kto by pomyślał, że parę liter może wywoływać tyle emocji i zamieszania. Menedżerka czy menedżer? Psycholożka, konduktorka, a może inżynierka? Mimo że żeńskie nazwy stanowisk występowały w języku polskim także w XX-leciu międzywojennym, bywa, że do dzisiejszego dnia rodzą dylematy. Rozmawiamy o tym z dr Joanną Wrycza-Bekier, autorką książek, które pomagają lepiej mówić i pisać.

Wymyślanie na siłę – to częsty komentarz zwolenników stosowania męskich nazw profesji i stanowisk w odniesieniu do kobiet. Nie widzą sensu, by wprowadzać zmiany, a dodatkowo ściśle wiążą to zjawisko z feminizmem. Tymczasem język to żywy twór, który zapewnia przestrzeń do wyrażania swoich myśli i potrzeb na różne sposoby. Również poprzez doprecyzowanie nazwy stanowiska czy funkcji, jaką pełnimy w firmie.

- Na etapie zmiany stanowiska mogłam zaproponować nową nazwę. Mój pracodawca nie miał nic przeciwko temu, żebym na umowie i w firmowym systemie widniała oficjalnie jako „ekspertka”, a nie „ekspert”. Taką nazwą też posługuję się na co dzień. Bardzo mi na tym zależało – od dawna interesuję się rolą języka i tym, jak wpływa on na kształtowanie sposobu myślenia w społeczeństwie – mówi Anna Hołdyńska, która odpowiada za projektowanie treści w Pracuj.pl. Jest jedną z nielicznych osób w firmie, które do tej pory zdecydowały się na taki krok, ale widać, że rośnie zainteresowanie tematem. – Ostatnio, przy okazji awansu, jedna z koleżanek także poprosiła o tytuł „specjalistki” – mówi Anna. – Im częściej będziemy posługiwać się żeńskimi nazwami stanowisk, tym lepiej, ponieważ staną się czymś naturalnym i powszechnym. Kilkanaście lat temu, gdy zaczynałam studia psychologiczne, słowo „psycholożka” też budziło w społeczeństwie zaskoczenie czy rozbawienie, a dzisiaj jego odbiór jest już zupełnie inny.

A co na to językoznawcy? W jakim zakresie sami możemy decydować o tym, jak będzie brzmieć nazwa stanowiska? Zapraszamy do lektury wywiadu z dr Joanną Wrycza-Bekier.

Na początek wyjaśnijmy: żeńskie rzeczowniki osobowe, do których należą nazwy zawodów i tytułów, to feminatywy. Nazwy te tworzymy przeważnie, dodając do rzeczownika męskiego końcówkę –ka (np. nauczyciel-nauczycielka ) lub –ini/-yni (np. mistrz-mistrzyni).

Feminatywy wywołują dzisiaj wiele kontrowersji. Ma to szczególne znaczenie w sferze zawodowej. Z czego wynikają spory i odmienne reakcje?

Joanna Wrycza-BekierJoanna Wrycza-Bekier: Z końcówkami żeńskimi jest taki problem, że – jak zauważyła Ewa Kołodziejek w książce Walczymy z bykami - mamy do czynienia z oporem normy językowej i zwyczaju językowego. Nie wszystkie formy są uwzględnione w słowniku języka polskiego, a i te, które są obecne, nie są powszechnie akceptowane przez społeczeństwo. Niektórzy twierdzą, że na przykład nazwy zawodów zakończone na ka brzmią zbyt potocznie (profesorka) lub wręcz lekceważąco. Zdarzały się sytuacje, że pani dyrektor miała komuś za złe, że została nazwana dyrektorką. Forma pani dyrektor jest mniej ekonomiczna, bo składa się z dwóch słów, a jednak ją właśnie częściej wybieramy. Myślę jednak, że w grę mogą wchodzić tutaj skojarzenia – na przykład z dawnych systemów, gdzie popularna była kierowniczka - niemająca zbyt wielu pozytywnych konotacji w społeczeństwie. Jednak zwyczaj językowy wciąż ewoluuje, a norma na te potrzeby odpowiada. Rada Języka Polskiego zajęła stanowisko w sprawie żeńskich form nazw zawodów i tytułów w 2012 i 2019 roku. Porównanie dwóch dokumentów pozwala prześledzić, jak zmieniało się podejście do tego tematu w ostatnim dziesięcioleciu. Jeszcze w 2012 roku językoznawcy przypominali, że określenie typu ta inżynier wyraźnie wskazuje na płeć, np. Inżynier powiedziała, natomiast forma żeńska, np. inżynierka jest dopuszczalna. Podkreślali jednak, że niektóre z żeńskich nazw zawodów nie są powszechnie używane, ponieważ „budzą negatywne reakcje większości osób mówiących po polsku”* . Można to zmienić, jeśli przekona się społeczeństwo, że są one potrzebne i świadczą o równouprawnieniu kobiet. Natomiast w Stanowisku Rady Języka Polskiego z 2019 roku językoznawcy przyznają, że w polszczyźnie potrzebna jest „większa, możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich” i że „mówiący czują potrzebę zwiększenia widoczności kobiet w języku i tekstach” **. Wciąż jednak dostrzegają rozdźwięk pomiędzy tym, jak problem jest nagłaśniany w mediach, i oporem w używaniu takich form jak profesorka.

A co ze słowem „ministra”?

Joanna Wrycza-Bekier: Oba dokumenty są zgodne w kwestii końcówki –a w żeńskich nazwach zawodów i tytułów. Otóż może ona pojawiać się w formach o charakterze przymiotnikowym, np. przewodniczący – przewodnicząca, natomiast nie rzeczownikowym. Zatem określenia typu ministra, doktora są obce tradycji polszczyzny, a ponadto bywają dwuznaczne w połączeniu ze słowem pani, np. pani doktora. Specjaliści zalecają w takiej sytuacji wersję doktorka (która, co ciekawe, funkcjonowała w I połowie XX wieku, a później zaczęła zanikać) i jednocześnie zauważają, że wciąż dominuje model pani doktor, pani minister.

Jakie jeszcze nazwy budzą społeczne wątpliwości?

Joanna Wrycza-Bekier: Zwróćmy uwagę, że nie budzą oporu takie słowa jak nauczycielka, lekarka czy ekspedientka – również z końcówką -ka. Odnoszą się one do grup zawodowych, które od dawna są licznie reprezentowane przez kobiety, więc może to też ma wpływ na społeczny odbiór? Na pewno wątpliwości pojawią się w wypadku słów, które nie są jednoznaczne. Na przykład: pilotka to również czapka, premierka – budzi skojarzenia z małą premierą, np. filmu. Słowo marynarka przywodzi na myśl skojarzenia z ubraniem i marynarką wojenną. Konduktorka ma aż trzy znaczenia – zawód, torba i czapka. Kominiarka z kolei kojarzy się z czarnym nakryciem głowy i twarzy. Jednak autorzy wspomnianego Stanowiska Rady Języka Polskiego z 2019 roku przypominają, że przecież pilot to nie tylko osoba, lecz i urządzenie sterujące, a jednak nikomu to nie przeszkadza. A zatem wszystko sprowadza się do tego, że użytkownicy języka potrzebują czasu, by po prostu oswoić się z nowymi formami.

A jak to wygląda w wypadku wyższych stanowisk i funkcji kierowniczych?

Joanna Wrycza-Bekier: Słowo prezydentka co prawda figuruje w słowniku już od bardzo dawna, podobnie jak słowo ambasadorka, ale mimo to raczej nie używa się ich w codziennym języku (wyjątkiem są może ambasadorki jakiejś marki). Słowo profesorka powoli zaczyna być społecznie akceptowane, ale wiele zależy od kobiet - czy po prostu chcą być tak nazywane, czy odbierają to określenie jako neutralne, na równi z męskim odpowiednikiem. Myślę, że to zagadnienie językowe tak naprawdę dotyka bardzo delikatnego problemu dotyczącego podziału na stanowiska prestiżowe i bardziej powszechne. W wypadku kierowniczych stanowisk często pojawia się przeświadczenie, że męska nazwa nobilituje. Według niektórych brzmi ona poważniej, dostojniej, bardziej oficjalnie. Może to też wynikać z faktu, że przy pomocy -ka tworzymy zdrobnienia, na przykład  dziewczynka, albo nazwy czynności takie jak: harówka, orka. A więc albo pojawiają się negatywne skojarzenia, albo poczucie, że przy pomocy -ka dokonujemy zdrobnienia i umniejszenia rangi. Jednak należy pamiętać, że są to często indywidualne, subiektywne odczucia związane z tym, jak coś interpretujemy. To, co jednego będzie razić, dla drugiego będzie neutralnym czy wręcz lepszym sformułowaniem. Końcówki, takie jak –ka, są ze swojej natury wielofunkcyjne, co znów prowadzi do wniosku, że w nowym kontekście musimy się z nimi oswoić. Warto dodać, że końcówka –ini/-yni (np. znawczyni) jest, w odróżnieniu od popularniejszej –ka, wyłącznie żeńska.

Na pewno wiele tutaj zależy od punktu widzenia, dlatego obok przeciwników używania feminatywów jest też grono osób, które celowo i świadomie dostosowuje nazwę swojego stanowiska do własnych potrzeb.

Joanna Wrycza-Bekier: Tak, i mają one do tego prawo. Jeśli tylko chcą być tytułowane przy użyciu żeńskiej końcówki, to nic nie stoi na przeszkodzie. Dobrze, jeśli pracodawca zachowuje otwartość wobec tego tematu. Myślę, że nikogo już nie dziwią takie nazwy jak specjalistka, ekspertka czy menedżerka. W wypadku nazw, które są rzadko spotykane w potocznym obiegu, trzeba oczywiście liczyć się z tym, że odbiór może być różny.

A co, jeśli w słowniku nie istnieje nazwa, którą chcielibyśmy się posługiwać w środowisku zawodowym?

Joanna Wrycza-Bekier: No cóż, jeśli nie ma danego słowa w normatywnym słowniku języka polskiego (np. w Słowniku języka polskiego PWN), to prawdopodobnie znaczy, że nie istnieje w oficjalnym obiegu, lecz uznane jest za potoczne. Choć akurat w przypadku feminatywów nie można mieć co do tego absolutnej pewności, ponieważ słownikarze i słownikarki czasami pomijają słowa rzadziej używane lub hasła, które nie wydają się konieczne, a więc dotyczące np. wyrazów pochodnych. W tej kategorii mieszczą się właśnie feminatywy (np. słowo trenerka pochodzi od trener). Niezależnie jednak od tego, z jakiego powodu wyraz został pominięty, pamiętajmy, że język jest żywym tworem, który dynamicznie się zmienia. Pewne słowa weszły do słownika, ponieważ większość osób z nich korzystała. Są też słowa, które wpisują się w normę językową, a nie do końca przyjęły się w potocznej komunikacji. Jeszcze kiedyś psycholożka czy socjolożka wydawały się słowami brzmiącymi obco, sztucznie, a dzisiaj już bardzo często są spotykane w środowiskach zawodowych. Co ciekawe, we wspomnianym słowniku nie znajdziemy np. inżynierki. Jest natomiast prawniczka, ale i tak nie wszyscy używają tej formy w kontekście swojego zawodu i zamiast tego wybierają pani prawnik. Słownik dopuszcza też takie słowa jak pilotka, konduktorka, ale już wspomnianej kominiarki w znaczeniu kobiety uprawiającej zawód kominarza  tam nie znajdziemy. Adiunktka – mimo że utworzona zgodnie z zasadami poprawnej polszczyzny – może być trudne do wymówienia, w związku z czym nie każdy chce się posługiwać takimi formami, ale to również jest kwestią indywidualną. Słowo zmarszczka także trudno wymówić, a mimo to jest powszechne. Myślę, że ze strony językoznawców jest duża otwartość na feminatywy. To ważne, aby język odpowiadał potrzebom jego użytkowników, a tworzone formy były łatwe w odbiorze, zrozumiałe i ekonomiczne.

Dr Joanna Wrycza-Bekier - trenerka biznesu; autorka siedmiu książek, które pomagają lepiej pisać, m.in. Magia słów, Fast Text, Webwriting oraz wielu artykułów na temat języka internetowego i branżowego. Bada teksty internetowe, literackie i reklamowe. Jej blog Poradnik Pisania (http://poradnikpisania.pl), istniejący od 2011 roku, ma kilka tysięcy czytelników, których łączy pasja pisania.

Przykładowe nazwy stanowisk, które funkcjonują w organizacjach:

Sekretarka – Sekretarz
Asystentka - Asystent
Młodsza Specjalistka ds. Marketingu – Młodszy Specjalista ds. Marketingu
Projektantka Usług – Projektant Usług
Specjalistka ds. PR - Specjalista ds. PR
Ekspertka ds. Kluczowych Klientów – Ekspert ds. Kluczowych Klientów
Trenerka - Trener
Główna Księgowa – Główny Księgowy
Członkini Zarządu - Członek Zarządu
Właścicielka – Właściciel

A gdyby tak posługiwać się tego typu nazwą? Myślicie o jakiejś zmianie?

* https://rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1359:stanowisko-rady-jzyka-polskiego-w-sprawie-eskich-form-nazw-zawodow-i-tytuow&catid=109&Itemid=81

** https://rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1861:stanowisko-rjp-w-sprawie-zenskich-form-nazw-zawodow-i-tytulow

Kreator CV: stwórz za darmo w 3 prostych krokach skuteczne i profesjonalne CV
Stwórz CV
Oceń artykuł