Porady Kariera i rozwój Nagraj swoje słowa, czyli jak przełamywać bariery językowe
05.11.2020  | 7 min czytania

Nagraj swoje słowa, czyli jak przełamywać bariery językowe

05.11.2020  | 7 min czytania
Autor wpisu Pracuj.pl
Ocena treści
(5)

Dla chcącego nic trudnego… a jednak proza życia pokazuje, że nieraz na naszej drodze pojawiają się bariery, które hamują nas przed rozwijaniem umiejętności językowych. O pokonywaniu ograniczeń i nieszablonowych metodach nauki angielskiego rozmawiamy z Katarzyną Stelmach, nauczycielką języków i coachem.

Z jednej strony znajomość języka angielskiego wydaje się dzisiaj czymś naturalnym i oczywistym, a z drugiej wciąż wiele osób ma poczucie, że choć uczy się od lat, to nie czuje się swobodnie i komfortowo podczas konwersacji. Z czego to wynika?

Myślę, że pewnego rodzaju frustracja jest efektem tego, że ktoś widzi rozdźwięk między tym, co rozumie, a tym, co potrafi powiedzieć. Najważniejsze jest więc uświadomienie sobie różnic między umiejętnością rozumienia a umiejętnością mówienia, czyli między odbiorem komunikatów a ich produkcją. Często jesteśmy w stanie dużo się nauczyć, zapamiętać mnóstwo słów, zrozumieć zasady gramatyczne – i to oferuje nam system edukacji. Ale jak przychodzi do produkcji, to jest już znacznie trudniej. A to właśnie mówienie jest tym, co należy ćwiczyć najczęściej. Tymczasem frustracja rośnie, gdy bardzo dużo rozumiemy, a nie dajemy rady wykrztusić z siebie słowa. Bariera tkwi nie tylko w sposobie, w jaki się uczymy, a więc koncentrując się bardziej na biernym odbiorze, niż aktywnym uczestniczeniu w konwersacjach anglojęzycznych, ale też w sposobie myślenia. Wydaje nam się, że powinniśmy się zacząć odzywać w języku obcym dopiero wtedy, gdy opanujemy go bezbłędnie. Boimy się popełniania błędów, a przez to zapędzamy się w kozi róg, z którego trudno nam później wyjść i zacząć mówić. Zdarza się też, że niektórzy odczuwają silną presję w związku z testami – są tak skupieni na osiągnięciu danego poziomu, np. A2, B1 itd., że blokują się przed mówieniem w sytuacji, gdy okazuje się, że są na niższym poziomie, niż przypuszczali. Zdarza się, że przychodzą do mnie na zajęcia osoby, które tłumaczą, że potrzebują porozmawiać z klientem po angielsku, ale zrobiły testy online ze znajomości słownictwa i gramatyki i wyszło, że są na niezadowalającym je poziomie. I takie osoby stwierdzają wówczas, że skoro taki wynik osiągnęły na testach, to w ogóle nie powinny się odzywać. Ograniczenia są więc w naszych głowach. Naprawdę dążmy przede wszystkim do komunikacji i do tego, żeby najpierw mówić jakkolwiek i cokolwiek, a dopiero później to szlifować, starać się nie powtarzać popełnionych wcześniej błędów, mówić coraz lepiej, płynniej itd. Nie musimy opanować całej gramatyki na samym początku po to, by móc zabrać głos i uczestniczyć w jakichś codziennych rozmowach po angielsku.

Frustracja może się też wiązać z wiekiem – im jesteśmy starsi, tym wyraźniej widzimy rozdźwięk między naszymi planami a realiami.

Mam wrażenie, że największą trudność stanowi myślenie o tym, co inni oczekują od nas i co my sami myślimy o sobie. Często można spotkać się ze zdaniem – nie tylko w kontekście nauki języków obcych – że „w tym wieku człowiek już powinien…/nie powinien…”. A więc jak ktoś ma już na przykład 40 lat, to powinien umieć coś robić na wysokim poziomie. Gdy docierają do nas takie głosy, to zatrzymajmy się na moment i zastanówmy się – co innego w życiu robiliśmy, że nie mogliśmy opanować języka na takim poziomie, jak byśmy chcieli. Może mieliśmy inne priorytety, zobowiązania rodzinne, niewłaściwie dobrane metody nauki? Z pewnością jest jakiś powód, ale to nie oznacza, że teraz mamy się winić i zablokować przed dalszym rozwojem. Zdarza się, że niektórzy mają opór i poczucie wstydu nawet przed nauczycielami, a przecież to właśnie lekcja jest takim miejscem, w którym możemy popełniać błędy i się na nich uczyć, by iść dalej, do przodu. Dajmy więc sobie prawo do mówienia z błędami i bądźmy świadomi tego, że nauka języka to proces. Bariery przełamuje się stopniowo, choćby krótkimi zdaniami, pojedynczymi słowami, ale trzeba sobie na to pozwolić. Przyda się więc cierpliwość do samego siebie. A frustracja? Jeśli ją odczuwamy, to znajdźmy jej konkretne źródło. Być może mamy za sobą złe doświadczenia, które nas blokują. Gdy sobie uzmysłowimy przyczyny, to będziemy mogli wprowadzić zmiany i podjąć działanie.

Wszędzie słyszymy: ważna jest systematyczność! Ale wczujmy się w sytuację osoby, która na co dzień w pracy nie musi posługiwać się językiem angielskim, brakuje jej okazji do konwersacji. Jak się wówczas zmobilizować, skoro przychodzi myśl: uczę się tych słówek, a przecież nie wiadomo, czy w ogóle kiedyś się przydadzą?

Sama pamiętam sytuacje, kiedy jeszcze w szkole średniej uczyłam się niektórych słówek i zastanawiałam się, czy one kiedykolwiek będą mi potrzebne. Uważam, że motywacja jest bardzo ważna, ponieważ to ona pozwala zadbać o systematyczność nauki. W momencie, kiedy nie mamy kontaktu z językiem i nie widzimy celu, nauka słówek potrafi wydawać się zbędnym i nużącym zajęciem, nieprzynoszącym efektów. Motywacja musi więc pojawić się w naturalny sposób i wówczas będziemy w stanie wygospodarować choćby kilka czy kilkanaście minut dziennie na naukę. Dlatego zastanówmy się, co rzeczywiście może dać nam szlifowanie znajomości angielskiego. Może więcej możliwości zawodowych, wyższe wynagrodzenie, osobistą satysfakcję? Warto też pomyśleć o czymś w rodzaju wymiany językowej. Jest mnóstwo grup tematycznych, na których ludzie szukają językowych przyjaciół. Gdy taką osobę znajdziemy, możemy się z nią spotykać np. raz w tygodniu, żeby razem wypić kawę i pokonwersować. To świetna metoda, która sprawdzi się wtedy, gdy nie możemy sobie pozwolić na lekcje z native speakerem czy zajęcia w grupie. A zyskuje się naprawdę wiele – możliwość naturalnej rozmowy, pomoc w wychwyceniu błędów i ich korygowaniu, a także przyjazną atmosferę – w końcu ta druga osoba też się uczy i nie ocenia nas. Moja dewiza jest taka, że należy prowokować i aranżować realne sytuacje, które nas faktycznie dotyczą albo z którymi musimy się zmierzyć. A więc wyobrażajmy sobie to, co nas czeka, w czym mamy uczestniczyć. Ćwiczmy sytuacje, w których naprawdę będziemy używać języka obcego. Przykładowo: pracodawca wysyła nas w podróż służbową. Co robimy? Symulujemy rozmowę w warunkach domowych. Prosimy jednego z domowników, by wcielił się w rolę recepcjonistki lub recepcjonisty i odebrał od nas telefon. My dzwonimy z drugiego pokoju i odgrywamy scenę dotyczącą np. rezerwacji pokoju, zdobywania informacji o cenach, warunkach itd. Stworzenie bardzo konkretnej sytuacji dla konkretnej osoby jest naprawdę bezcenne. Inny przykład: czeka nas wystąpienie publiczne. Przyglądamy się treści przemówienia i wcielamy się w rolę osoby z publiczności, która jest laikiem w temacie i chce nam zadać pytania. Jak one będą brzmiały? Co odpowiemy? I już mamy ćwiczenie językowe wyrosłe z bardzo realnych spraw. Niebawem weźmiemy udział w ważnym spotkaniu z klientem? To doskonały pretekst, by poćwiczyć słownictwo biznesowe. Oczywiście w zależności od stanowiska, zawodu czy branży scenki do odgrywania będą inne. Warto wykorzystywać takie metody w kontekście nie tylko życia zawodowego, ale też prywatnego. Możemy nagrywać swoje wypowiedzi o swoich pasjach i zainteresowaniach. Byłaś na zajęciach jogi i teraz bolą Cię mięśnie? Opowiedz o tym! Takie zadanie sprowokuje też do sięgnięcia po nowe słówka. Lubisz oglądać filmy? Świetny powód, by włączyć dyktafon w telefonie i zmobilizować się do mówienia o tym po angielsku! Dzielisz się tym, co sprawia Ci radość, a jednocześnie ćwiczysz gramatykę, rozwijasz słownictwo… Gorąco polecam właśnie taki sposób nauki, ponieważ wówczas mamy poczucie sensu tego, co robimy, i budujemy swoją pewność językową.

Jakie jeszcze metody nauki rekomenduje Pani osobom, które żyją w dużym pośpiechu, ale chciałyby na co dzień zadbać o ciągły kontakt z językiem?

Przede wszystkim zachęcam do tzw. językowego zanurzenia, czyli otaczania się językiem obcym w codziennych sytuacjach i czynnościach. Niech będzie to czymś naturalnym! Zmieńmy język polski na angielski w telefonie, w mediach społecznościowych, skrzynce mailowej, komputerze. Oglądajmy filmy, czytajmy artykuły po angielsku, ale… warto tutaj zadbać o spersonalizowanie treści. Na przykład jeśli ktoś jest fanem gotowania, może czytać przepisy i oglądać programy kulinarne po angielsku. Chodzi o to, by wykonywać ćwiczenia w kontekście tego, co jest dla nas ciekawe, przyjemne, pasjonujące. Wówczas i nauka języka stanie się czymś ciekawym i naturalnym. A źródeł i inspiracji jest naprawdę wiele, choćby podcasty na rozmaite tematy. Nie musimy oglądać czy słuchać wyłącznie wiadomości gospodarczych czy politycznych. Jest mnóstwo filmików i audycji o literaturze, wędkarstwie, pływaniu, motoryzacji itd. Zachęcam do tego, by sięgać po realne nagrania - zwłaszcza gdy zaczynamy się uczyć języka, ma to szczególne znaczenie. Zwykle uczniowie są przyzwyczajeni od odsłuchiwania na zajęciach nagrań, na których lektor mówi znacznie wolniej, niż dzieje się to realnie. Dlatego nawet jeśli oglądamy jakiś program telewizyjny i rozumiemy niewiele, to i tak warto dalej to robić, choćby po to, żeby oswajać się z realnym tempem mówienia, z akcentem. Dzisiaj metod i narzędzi wspierających naukę jest znacznie więcej niż kiedyś, więc warto z nich korzystać. Żyjemy w czasach, w których wiele rzeczy można zwizualizować. Gorąco zachęcam więc do tego, by stosować wizualizacje również w ramach nauki angielskiego.

Na czym dokładnie miałoby to polegać?

Możemy na przykład nagrywać nasze monologi w formie pamiętnika, raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie czy raz na miesiąc – w zależności od tego, jakim czasem dysponujemy. Nagrywając smartfonem samego siebie, można opowiadać o tym, jak minął dzień, co się wydarzyło, jakie emocje nam towarzyszyły i tak dalej. Po roku systematycznej pracy zauważymy i usłyszymy, jakie zrobiliśmy postępy, jak zmienił się nasz akcent, jak swobodniej i płynniej mówimy. Odsłuchiwanie swoich nagrań pozwala też wychwycić błędy językowe. Możemy oczywiście takie pamiętniki prowadzić również w formie pisemnej. Jeszcze inny sposób to dialogowanie z samym sobą. Sami zadajemy sobie pytania i udzielamy na nie odpowiedzi. Dobór pytań będzie zależeć od poziomu zaawansowania językowego - a więc od prostych po bardziej złożone, dotyczące różnorodnych tematów.

Domyślam się, że te metody sprawdzą się także podczas przygotowań do rozmowy rekrutacyjnej?

Oczywiście. Możemy nagrywać swoje odpowiedzi na typowe pytania rekrutacyjne – i wówczas słyszymy, czy i jakie błędy popełniliśmy, czy często robimy przerwy, czy się stresujemy. Takie ćwiczenie może nam uzmysłowić, czego będziemy potrzebować podczas czekającej nas prawdziwej rozmowy, jakie braki powinniśmy uzupełnić. Może się okazać, że coś, co wydawało nam się oczywiste, jednak nastręcza trudności. Zachęcam, żeby sięgnąć też po formę wideo, ponieważ to dobry sposób, żeby poobserwować samego siebie. Na nagraniu będzie widoczne nasze zachowanie, gesty, ruchy, mimika. Ważna jest próba generalna – włóżmy ubranie, które przygotowaliśmy sobie na rozmowę rekrutacyjną, a następnie zróbmy symulację takiego spotkania. Taki film będzie dla nas cenną informacją zwrotną, uwidoczni np. z pozoru błahe kwestie, które jednak mogą mieć wpływa na nasz komfort, jak niewygodna biżuteria czy uwierający w szyję kołnierzyk. To, co jednak ma szczególne znaczenie, to fakt, że odegranie scenki doda nam odwagi – skoro już w warunkach domowych zmierzyliśmy się z tym wyzwaniem, przygotowywaliśmy się do niego, ćwiczyliśmy, to w realu nie będziemy odczuwać tak dużego stresu. Polecam tę metodę również w kontekście innych sytuacji biznesowych, nie tylko rozmów rekrutacyjnych. Gdy czeka nas wystąpienie na forum zespołu, spotkanie z klientem w sali konferencyjnej, to jeśli tylko mamy możliwość – spędźmy chwilę w tym miejscu, powtórzmy potrzebne zwroty, przećwiczmy prezentację.

Szukasz pracy, która pozwoli Ci rozwijać kompetencje językowe? Sprawdź oferty na stronie Pracuj.pl

Kreator CV: stwórz za darmo w 3 prostych krokach skuteczne i profesjonalne CV
Stwórz CV
Oceń artykuł