Porady Kariera i rozwój Matki, jesteście ekspertkami od własnego życia!
26.05.2022  | 6 min czytania

Matki, jesteście ekspertkami od własnego życia!

26.05.2022  | 6 min czytania
Autor wpisu Pracuj.pl
Ocena treści
(4)

Czy łatwo jest być dzisiaj matką? Jaką perspektywę warto przyjąć i co budowanie klocków ma wspólnego z pracą zawodową i wychowywaniem dzieci? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi przynosi rozmowa z Anną Weber, kompozytorką, dyrektor kreatywną pomelody, mamą trójki chłopców.

O kobietach – matkach często mówi się, że są wielozadaniowe i idealnie zorganizowane. To pozytywne cechy, ale jednocześnie często wiążą się ze zmęczeniem, dużym poczuciem odpowiedzialności i brakiem czasu dla samej siebie…

Anna WeberZ jednej strony można na to spojrzeć tak: multitasking wynika z tego, że kobiety są dociążone ponad miarę. Po prostu nie mają innego wyjścia! Muszą być świetnie zorganizowane, gdyż tego od nich wymaga ilość pełnionych w życiu ról i obowiązków. Takie spojrzenie stawia jednak kobiety w pewnego rodzaju opozycji do mężczyzn. Osobiście wolę odwrócić tę perspektywę i nie iść w stronę dokonywania porównań. Z mojej obserwacji wynika bowiem, że panowie też dźwigają wiele różnorodnych odpowiedzialności i również potrafią być wielozadaniowi. Myślę jednak, że różnimy się podejściem. Staram się więc przyglądać temu, jakie mamy nastawienie do obowiązków zamiast licytować, kto ma więcej. Mam wrażenie, że my – kobiety, matki wewnętrznie nie pozwalamy sobie na to, żeby coś zaniedbać. Stawiamy sobie poprzeczkę w absurdalnym miejscu. Próbujemy robić wszystko na raz, a potem jesteśmy sfrustrowane. Mężczyźni z reguły nie wymagają od siebie spędzania wartościowego czasu z dzieckiem w momencie, gdy zajmują się pracami budowlanymi czy porządkowymi wokół domu. Kiedy są w pracy, to są w pracy, a nie z dziećmi. Przypomina mi to trochę zabawę w „kto dłużej wytrzyma bez mrugnięcia?”. My kobiety zdecydowanie szybciej mrugamy. Szybciej „pękamy”, bo wydaje nam się, że robimy coś w jedyny właściwy sposób i właśnie na tym powinien polegać standard. Nie chcemy i nie lubimy odpuszczać, a czasem wręcz boimy się. Jednak taka matematyka nie jest logiczna. Jeśli wszędzie i zawsze chcemy dawać z siebie sto procent, to szybko nam ubywa zasobów, wyczerpujemy się. Pewnie wynika to też z tego, że żyjemy w takich, a nie innych czasach. Być może kiedyś ludzie tak szybko i łatwo się nie porównywali, naturalne prawa życia były regułami, w które się grało, a teraz reguły gry się zmieniły i na każdym kroku widzimy przykłady perfekcji w różnych obszarach – i w życiu zawodowym, i w prywatnym, rodzicielskim. I świetnie! Tylko że one nie mają miejsca zawsze, w jednej rodzinie, 24/7 – to są momenty!

Dzisiejsze matki czują presję otoczenia?

Wydaje mi się, że jesteśmy karmione historią o tym, że kiedyś kobiety były w domach i zajmowały się wyłącznie rodziną, a potem przyszedł czas emancypacji i teraz mamy efekty – czyli z wielkim trudem musimy godzić życie rodzinne z zawodowym. Tymczasem od zarania dziejów było tak, że kobiety i pracowały, i wychowywały dzieci. I wierzę, że naprawdę są do tego wyposażone i mają ku temu kompetencje! Różnica jest jednak taka, że teraz wierzymy, że to wszystko jest do zrobienia równocześnie i na perfekcyjnym poziomie. A ja nie do końca rozumiem, skąd w ogóle taki pomysł, żeby być doskonałą w każdym aspekcie? Nie wydaje mi się, żeby mężczyźni myśleli w takich kategoriach, więc dlaczego my mamy się biczować za to, że nie jesteśmy równolegle w dwóch różnych miejscach? Powiedzenie, że tego wymaga ode mnie tzw. “presja społeczna”, też mnie nie przekonuje. Społeczeństwo to my. Ja, moje koleżanki, moja rodzina, moi bliscy. To my kształtujemy tę rzeczywistość. Czuję, że dużo częściej niż narzuca nam ją enigmatyczne “społeczeństwo”, presję tę narzucamy sobie nawzajem lub w ogóle sobie same, a prawdziwa zmiana zaczyna się od siebie. Jeśli czuję presję – taką parę, która zbiera się pod pokrywką i zaraz wybuchnie, albo coś przewlekle uwierającego, z czym mi niewygodnie i przytłaczająco, to poszukuję najpierw wewnętrznych czynników. Zaglądam w siebie, sprawdzam, co dokładnie mnie uwiera i próbuję to zmienić. Nie czekam na zmianę okoliczności, zmianę “społeczeństwa”. I jeszcze jeden element! Myślę, że ogromnie dużo zależy od sposobu interpretacji – okularów, które zakładamy w relacjach z innymi. To, że znajoma opowiada nam o osiągnięciach swojego dziecka czy swoich, wcale nie musi oznaczać, że chce nam w ten sposób „dowalić”. To, że teściowa zwraca naszą uwagę na coś, nie oznacza od razu, że ma nas za niekompetentne osoby. Wydaje mi się, że często są to nożyce, które odzywają się po uderzeniu w stół – nieprzepracowane myśli pt. „A ja tak nie mam, nie jestem taką perfekcyjną matką jak Zosia czy Ala”. W tej ogólnej matczynej narracji bardzo skupiamy się na komunikacie i nadawcy, a zapominamy, jak wiele zależy od odbiorcy i od tego, jak odczyta wiadomość. Jeśli ktoś po prostu chce nas zranić, to oczywiście nie ma co roztrząsać, są i takie przypadki. Ale nie zapominajmy, że jest wiele odcieni szarości i coś, co odbieramy jako atak, wcale nie musi być atakiem. Czasem łatwiej nam usłyszeć w głosie innych krytykę i oskarżenie, gdyż sami siebie oskarżamy. Warto zastanowić się, czy nie jest tak, że odczytujemy niektóre komunikaty przez pryzmat własnych nieprzepracowanych spraw. Jeśli reagujemy napięciem na jakiś komunikat, to być może pod spodem jest jakiś problem? A to by była naprawdę dobra wiadomość, bo można skupić się wtedy na jego zlokalizowaniu i rozwiązaniu i popchnąć życie do przodu. Być dalej niż byłam wczoraj. Dlatego warto skupić się na sobie i zastanowić się, czemu się spinamy i denerwujemy. Gdzie jest źródło naszych emocji i potrzeb?

Kobiety biorą na siebie dużo zadań. Często tego wymaga od nich sytuacja, ale czy nie jest tak, że proszenie o pomoc bywa czymś kłopotliwym?

Przyczyny tego zjawiska mogą być różne, sama też miałam z tym problem i wciąż uczę się proszenia innych o pomoc. Z jednej strony powodem może być wstyd i traktowanie tego jako słabości i przyznania się, że nie ogarniamy własnego życia i dzieci. Z drugiej strony, jeśli prosimy o wsparcie w opiece nad dziećmi, np. teściową czy swoją mamę, to mamy poczucie, że tracimy kontrolę nad sytuacją. Wydaje nam się, że same zrobimy to lepiej. Pamiętam, że gdy zostałam mamą, szybko zorientowałam się, że nie mam kontroli nad własnym życiem i że nie wszystko jest wynikiem mojej pracy. Tego mnie właśnie nauczyło macierzyństwo. Choćbym wszystkiego dopilnowała i starała się do granic sił, to i tak są rzeczy, na które nie mam wpływu. To z kolei wyzwoliło mnie z pułapki myślenia, że tylko wtedy, gdy dziecko będzie ze mną, wszystko potoczy się idealnie. Proszenie o pomoc czasem może także oznaczać przyznanie się do tego, że czegoś nie umiemy. Tego uczucia nie lubię chyba najbardziej, ale wiem równocześnie, że jest to kluczowe, żeby umieć otwarcie o tym powiedzieć – to naturalne, autentyczne i bardzo wyzwalające. Rozwój zaczyna się dopiero wtedy, gdy same przed sobą przyznamy się, że coś jest ponad nasze możliwości, że czegoś nie potrafimy i potrzebujemy się nauczyć lub skorzystać ze wsparcia innych. Jako ludzie mamy tendencję do wpadania w skrajności. Albo idealizujemy rodzicielstwo, albo narzekamy i postrzegamy swoje zadania jako coś ponadnaturalnie ciężkiego. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy chcemy budować w oczach innych nierealny obraz samego siebie jako idealnego rodzica trzymającego wszystko pod kontrolą i staramy się, by ten obraz nie legł w gruzach. Ale gdy już nie dajemy rady utrzymać tego nieskazitelnego wizerunku, przechodzimy w drugą skrajność i mówimy, że macierzyństwo jest ciężkie i dramatyczne. Dlatego tak ważne jest takie zdrowe, wyśrodkowane poczucie siebie jako rodzica, człowieka. Nie musimy budować zero-jedynkowego obrazu samego siebie, nikt tego od nas nie wymaga, więc sami od siebie też nie wymagajmy.

Czego życzyć współczesnym matkom, pracowniczkom? Czego kobiety pragną, jakie są ich potrzeby?

Wierzę w to, że jesteśmy wyposażone w te wszystkie rzeczy, które są potrzebne do tego, by być fantastycznymi matkami. Uważam, że warto odrzucić skupianie się tylko na tym, gdzie niedomagamy (to jest pewnik, że w jakimś stopniu nawalimy) i znajdować w swoim życiu elementy, które są dowodem na to, że umiem, dam radę, potrafię udźwignąć. Niczego mi nie brakuje, żeby być pełnowartościowym rodzicem i nie zatracić siebie. Mam narzędzia i mogę poszukać własnego sposobu, jak osiągnąć swoje cele. Każda z nas jest inna, ma inną osobowość, indywidualne predyspozycje, cele zawodowe, konteksty życiowe. Ale w każdej tej sytuacji jest punkt, w którym odkrywamy, co jest nam dane i jak możemy tym mądrze zarządzać. I to uwalnia nas od porównywania, poczucia winy, myślenia, że nie jestem wystarczająca. Ważne jest szukanie rozwiązań dla danego (naszego!) kontekstu życia, gdyż to zmienia naszą perspektywę. Jeśli pozostanie w domu czy edukacja domowa mi nie służy, chociaż taka koncepcja bardzo mi się początkowo podobała, to przestawiamy się na edukację szkolną i szukam rozwiązania dla siebie. Jeśli praca, którą wykonuję, sprawia, że nie poświęcam tyle czasu rodzinie, ile pragnę, to szukam innej, idę na rozmowę rekrutacyjną i próbuję zmienić miejsce zatrudnienia. Jeśli czuję, że mam sobą więcej do zaoferowania, ale chwilowo to zupełnie nie jest używane, szukam możliwości zmiany, powoli, ale do przodu, budując z danych mi klocków taką budowlę, jaka mi się podoba. Cierpliwie, wytrwale, bez niepotrzebnego negowania wszystkiego, z wiarą, że mam wszystko, czego potrzebuję – jak dziecko, które zmienia, poprawia, burzy, nie patrzy na innych, tylko działa, aż w końcu z błyskiem w oku woła “Mamo! Patrz, co zbudowałem!”.

Życzę wszystkim kobietom przede wszystkim tego, aby czuły się ekspertkami od własnego życia. Aby wierzyły w to, że mają ludzką intuicję i mogą zagospodarować swoje życie z tymi wszystkimi elementami, które otrzymały. Zachęcam, żeby budować swoje życie z tych klocków, które się dostało, a nie zadręczać się myśleniem, że klocki powinny być inne, i porównywać swój zestaw do innych. Chciałabym, aby kobiety czuły, że z roku na rok stają się coraz wytrawniejszymi fachowcami od swojego życia i mają wszystkie potrzebne ku temu kompetencje. Życzę im, by były sobą i mogły realizować swój własny indywidualny plan budowy, a poszczególne klocki, elementy życia dobrze ze sobą współgrały, przysparzając im wiele radości.

Kreator CV: stwórz za darmo w 3 prostych krokach skuteczne i profesjonalne CV
Stwórz CV
Oceń artykuł