Porady Kariera i rozwój A gdyby tak zmienić zawód…
30.05.2020  | 7 min czytania

A gdyby tak zmienić zawód…

30.05.2020  | 7 min czytania
Autor wpisu Pracuj.pl
Ocena treści
(5)

Zmiana pracy. Czasem przychodzi nagle i niespodziewanie, a czasem wiąże się z wyczekiwaniem i dojrzewaniem do podjęcia decyzja. Czasem jest z wyboru, a czasem z poczucia, że znaleźliśmy się pod ścianą. Zawsze jednak rodzi wiele emocji i pytań. Odpowiedzi na nie szukamy w rozmowie z Moniką Sońtą z Katedry Zarządzania w Społeczeństwie Sieciowym w Akademii Leona Koźmińskiego.

Każdy ma inną historię zawodową, predyspozycje i możliwości. Niektórzy zmieniają zawód albo branżę, dlatego że tego chcą i potrzebują, inni najchętniej by nie zmieniali, ale zmusza ich do tego rzeczywistość. Dlatego trudno byłoby stworzyć zestaw „złotych rad” dla wszystkich, ale na pewno jest tutaj jakiś wspólny mianownik…

Monika Sońta - zmiana zawoduMonika Sońta: To prawda, takim wspólnym mianownikiem jest poczucie dyskomfortu. To jest coś, co łączy wszystkich, bez względu na to, czy chcemy zmiany i podchodzimy do niej z entuzjazmem, czy po prostu musimy się przebranżowić, bo tego wymaga od nas nowa rzeczywistość. Pierwszym krokiem, jaki warto wykonać w tej sytuacji, jest poradzenie sobie z napięciem wywołanym nową sytuacją. Słowo „dyskomfort” kojarzy się negatywnie. Przed pandemią i kryzysem często posługiwano się tym pojęciem, modne było mówienie o „wychodzeniu ze strefy komfortu”. Teraz nastąpiło przedefiniowanie tego, co nazywamy strefą komfortu, ponieważ zostaliśmy z niej wręcz wyrzuceni. W wielu firmach czuć kwaśny smak cytryny – nastroje nie są pozytywne. Już wiadomo, że konsekwencje tego, co się dzieje w gospodarce i na rynku, będą odczuwalne. Możemy potraktować to odczucie jako coś, co nas obciąża, ale możemy też do tego podejść na zasadzie szukania pozytywów. Oczywiście na początku jest nam źle, nie wiemy, co mamy robić – i jest to jak najbardziej naturalny stan – to też trzeba przeżyć, dać sobie czas na emocjonalne odreagowanie, zanim rzucimy się w wir szukania nowych możliwości. Są badania naukowe, które mówią o tym, że poczucie dyskomfortu rozbudza kreatywność. Jak już złapiemy oddech, nazwiemy wprost to, co czujemy, i wytrzymamy pierwszą falę złości i rozgoryczenia, to drugim krokiem będzie szukanie w sobie kreatywności i elastycznego myślenia o samym sobie w rzeczywistości biznesowej innej niż dotychczas.

Utrata pracy - jak pomóc sobie i bliskim?

Jak więc uruchomić w sobie taką kreatywność, dzięki której będziemy wiedzieć, jak dalej pokierować swoją ścieżką zawodową – zwłaszcza jeśli czujemy się poturbowani przez obecną sytuację spowodowaną pandemią? Od czego zacząć?

Po pierwsze to jest dobry moment, żeby poszukać szerzej, na zewnątrz – poobserwować dobre praktyki na rynkach międzynarodowych. Przyglądnąć się, jak interesująca nas branża rozwija się za granicą, jakie są trendy i prognozy – prawdopodobnie dotrą one wkrótce i na polski rynek. Jeśli przed kryzysem mieliśmy jakiś obszar zainteresowań, przynależeliśmy do jakichś grup tematycznych, śledziliśmy wybraną społeczność, podpatrywaliśmy, co oferuje dana branża i rozważaliśmy podniesienie albo zmianę kwalifikacji, to teraz jest dobry czas, żeby do tego powrócić. Przykładowo, jeśli ktoś myślał o tym, żeby nauczyć się jakiegoś języka programowania, to może spróbować urealnić i skonkretyzować swoje luźne myśli.

Od dyrektora sprzedaży do programistki

Oferta szkoleń, webinarów i kursów e-learningowych znacznie się poszerzyła w dobie koronawirusa.

Tak, ale ja rekomenduję, aby zaczynać od zaprojektowania swojej ścieżki rozwojowej. Zachęcam, żeby tak dobrać kursy i szkolenia i w takiej kolejności je ułożyć, by utworzyły logiczny i spójny ciąg. Dzięki temu na każdym etapie będziemy zdobywać kolejne partie wiedzy i umiejętności. Nie warto brać wszystkiego, co oferuje Internet. Nie zaczynać od jakichś kursów tylko dlatego, że są dostępne i bezpłatne. Szukajmy przede wszystkim wysokiej jakości. Może być tak, że drogi kurs wcale nie okaże się przydatny, a darmowe zajęcia świetnie się sprawdzą – i na odwrót. Sprawdźmy więc, jak dokładnie wygląda program, jaki certyfikat nam zapewni – i przede wszystkim – czy jest to warte naszego czasu. Zanim zaczniemy pierwszy kurs, to zobaczmy, jakie są etapy, czego będziemy się uczyć w dalszej kolejności – dzięki temu stworzymy całościową wizję. Przykładowo: sześć godzin różnych, niepowiązanych ze sobą webinarów, które nie tworzą przyrostu wiedzy i umiejętności, może okazać się bezużyteczne. Za to kilka kursów, które tworzą ścieżkę rozwojową, da nam poczucie, że przesunęliśmy się dalej i odnieśliśmy małe zwycięstwa rozwojowe. Zamiast podejmować chaotyczne, pojedyncze próby reagowania i brania wszystkiego, co jest dostępne, lepiej jest podejść do tego metodycznie.

Wspomniała Pani o tym, żeby powracać do tego, co nas kiedyś interesowało…

Tak, dlatego, że jeśli mamy poczucie wyboru, to unikamy poczucia bezradności. Cały czas wszyscy czujemy tę rozlaną na rynku cytrynę, ale jednocześnie potrzebujemy świadomości, że możemy jakoś zareagować. Wiemy, że możemy próbować i że to jest czas na eksperymentowanie. Dobrze jest pracować nad wielowymiarową strategią swojego „ja”, a więc zadbać o różne filary swojej aktywności zawodowej. Jeśli jeden filar odpadnie, to inne pozostaną. Dla przykładu: jeśli jestem księgową wyspecjalizowaną w jednym obszarze, to obecna  sytuacja pokazuje, że mogą mi być potrzebne nowe kompetencje. Więc nawet jeśli będę chciała pozostać na moim stanowisku, to świadomość szerszych kompetencji pozwoli mi – w razie konieczności - bardzo szybko przeskoczyć na inne obszary. Inny przykład: na studiach zajmowałam się komunikacją wewnętrzną. Później zmieniłam kierunek zainteresowań zawodowych, ale teraz okazuje się, że moje kompetencje i wiedza wyniesione ze studiów mogą się przydać w ujęciu marketingowym. Jest wiele osób, które nie pracują w wyuczonym zawodzie i są zatrudnione np. w centrach outsourcingowych. Mają zaplecze, do którego mogą wrócić, a dodatkowo doszkolić się i douczyć. Poszukajmy w naszej przeszłości takich pól, z których będzie łatwiej wskoczyć w nowe pola rzeczywistości. Powrót do czegoś, co jest znane, do studiów czy kursów, które kiedyś zaczęliśmy, pozwala odzywać poczucie kontroli i stabilności.

Zmiana pracy a wymiar urlopu

Wiele osób przyznaje, że w czasie izolacji społecznej zaczęło robić rzeczy, które do tej pory były odkładane z powodu braku czasu. Ktoś zajął się ogrodnictwem albo podszlifował swoje umiejętności językowe, ktoś zaprzyjaźnił się z kuchnią i polubił gotowanie, a jeszcze ktoś inny – towarzysząc swoim dzieciom w kursie plastycznym online – nauczył się rysować zwierzęta…

To bardzo dobrze. Warto korzystać ze wszystkiego, co nas rozwija, wycisza, uspokaja – a w kwarantannie takie odreagowanie było bardzo potrzebne. Obserwujemy też, że to, co kiedyś było w sferze inspiracji i opcji („nice to have”), teraz często przesuwa się do sfery „must have” („konieczne”). Kończą nam się wymówki. Nowa rzeczywistość wymaga od nas elastyczności.

Sama decyzja o zmianie to jedno, ale wizja tego, jak wiele musimy zrobić, by dotrzeć do celu, może wręcz działać paraliżująco. Zwłaszcza jeśli trzeba skupić się na tym, co się dzieje obecnie, czyli na codziennym ratowaniu domowego budżetu.

Myślmy projektowo – zróbmy sobie coś w rodzaju mapy wizyjnej. Zastanówmy się, gdzie chcemy być i jakie kroki powinniśmy wykonać, żeby się tam znaleźć. Na początek możemy wybrać strategię interwencji, czyli tworzymy plan doraźny, taką minimalną koncepcję -  ustalamy listę rzeczy, które musimy wykonać, żeby zarobić na rachunki, codzienne wydatki i tak dalej. Następnie przygotowujemy plan średnioterminowy, czyli w perspektywie roku, do momentu aż wszystko się ułoży, sytuacja na rynku się zmieni itd. I wreszcie – plan długoterminowy, czyli realizujemy naszą listę marzeń.

A co w sytuacji, jeśli branże pokrewne do tej, w której pracujemy, również przeżywają kryzys?

Wyobraźmy sobie taką przykładową sytuację. Ktoś pracuje jako copywriter w agencji PR-owej, ale z powodu kryzysu traci pracę albo wisi nad nim widmo utraty dotychczasowego źródła zarobku. Swoje lekkie pióro mógłby więc wykorzystać w innych firmach z branży kreatywnej, ale też na przykład w mediach czy wydawnictwach. Ale właśnie w tych pokrewnych obszarach też może nie być łatwo o pracę. Co więc robimy? Przeglądając ogłoszenia z ofertami pracy, zmieniamy kryteria wyszukiwania, maksymalnie rozszerzamy wyniki i sprawdzamy, co podpowie nam wyszukiwarka. Szukamy oferty dla copywritera czy content marketera? To idźmy szerzej – sprawdźmy marketing internetowy albo marketing automation – to według prognoz jeden z przyszłościowych obszarów. Dowiedzmy się, co musimy zrobić, jakie kompetencje uzyskać, jakie kursy podstawowe i zaawansowane zrealizować, aby wyjść ze strefy dyskomfortu i zaplanować na nowo swoje życie zawodowe.

Jakie są sposoby walki z bezrobociem?

W jaki sposób przekonać się, czy odnajdziemy się na nowym stanowisku?

Polecam zacząć od narzędzi – na przykład od mikrokursu, darmowych narzędzi online, dołączenia do jakiegoś spotkania, zdobywania informacji. Nie rzucać się na wizję, że za miesiąc będziemy już kimś zupełnie innym. Poszatkujmy tę naszą drogę, która wydaje się bardzo nierealna i mało wyobrażalna, na drobne elementy. Jeśli się okaże, że taka ścieżka nam nie odpowiada, to nic na siłę.

Jak rozpoznać swoje mocne strony? Jakie narzędzia Pani rekomenduje?

Możemy skorzystać z różnych testów predyspozycji i osobowości, na przykład testu Gallupa czy Insight Discovery. Być może to dobry moment, żeby wrócić do wyników testów, które kiedyś robiliśmy i teraz wyciągnąć dla siebie nowe wnioski. Przede wszystkim jednak polecam, żeby… być w kontakcie z innymi. Zapytajmy naszych znajomych, jak oni nas postrzegają - to da nam znacznie więcej niż wynik jakiegokolwiek testu. Ważna jest różnorodność w doborze osób. Rozmawiając z nimi, dowiemy się czegoś o sobie, odświeżymy kontakty. To będzie okazja, żeby powiedzieć „co u nas”, a może przy okazji dostaniemy też gotowe rekomendacje – ktoś nam podrzuci link do ciekawego kursu, poleci wartościowe wydarzenie branżowe, opowie o swoich doświadczeniach itd. Jest taka metoda: feedback 360 – polega ona na tym, że zastanawiamy się, które osoby z naszego otoczenia są dla nas ważne, które podziwiamy, od których przyjęlibyśmy rady i uznali je za cenne i wartościowe. W kolejnym etapie zadajemy pytania: W jakim zawodzie byś mnie widział? Jakie Twoim zdaniem są moje mocne strony?

I na tej podstawie da się podjąć decyzję o swoim dalszym rozwoju?

Decyzja jest oczywiście zawsze po naszej stronie. To, co ktoś o nas mówi, nie musi determinować naszych wyborów, ale warto to przemyśleć. Skoro kilka osób wypowiada się w podobny sposób na temat naszych kompetencji, to możemy stwierdzić, że opiera się to na wiarygodnych przesłankach. Gdy zrobimy test osobowości i wyjdzie nam, że jesteśmy analityczni, a w rankingach kompetencji przyszłości wyczytamy, że ważna jest kreatywność, to sami siebie obciążymy ponurymi myślami. A gdy porozmawiamy z ludźmi, to znajdziemy pomysł na to, jak stać się jeszcze lepszym analitykiem albo jeszcze inaczej wykorzystać analityczne zdolności. Polecam też różnego rodzaju wymiany wiedzy – czy to na platformach internetowych, czy podczas spotkań stacjonarnych. Przypatrujmy się, sprawdzajmy, jaką ścieżkę przeszły osoby reprezentujące profesję, którą my też chcielibyśmy wykonywać. Najpierw dowiedzmy się, w czym musimy dogonić społeczność skupioną wokół wybranego zawodu, a dopiero później znajdźmy coś, co nas wyróżni.

Rekrutacja zdalna - zdobądź pracę, nie wychodząc z domu

To, o czym Pani mówi, pokazuje, jak ważna jest obecnie sieć kontaktów i jak bardzo potrzebujemy czuć przynależność społeczną.

To prawda. Rozmowy, wymiana doświadczeń, referencji i rekomendacji to szansa, żeby nie pozostać w poczuciu bezradności. Jeśli ludzie są wokół nas, to się odbijemy i znajdziemy pomysł na siebie – i to jest najważniejsze! Ciekawym rozwiązaniem może być też działanie w duecie, a więc współpraca z kimś z kręgu znajomych, kto tak samo jak my szuka nowej pracy, myśli o zmianie zawodu czy branży. A więc zderzamy nasze myśli każdego dnia, robimy burze mózgów, wymieniamy się pomysłami, przeglądamy swoje CV, podsyłamy sobie linki do ofert pracy, przydatnych narzędzi, które pozwolą nam się rozwijać itd. Osoba, która wcześniej znajdzie pracę, nie zostawia kolegi czy koleżanki, tylko nadal oferuje wsparcie. To nie jest wyścig w stylu: kto pierwszy, ten lepszy, tylko układ takiej współpracy, w której obie osoby odnoszą korzyści. Jak jeszcze czerpać z siły społeczności? Na przykład poprzez mentoring rówieśniczy – ktoś znajomy natrafia na podobne trudności, dąży do podobnego celu, więc uczymy się od siebie nawzajem, wspólnie ćwiczymy, doskonalimy kompetencje, np. znajomość języka obcego. Istnieje też sposób, który pozwala lepiej poznać obowiązki na wybranym stanowisku pracy. Tak zwany job shadowing to obserwowanie pracownika podczas wykonywania zadań i przyuczanie się do zawodu. Przykładowo, jeśli rozważamy podjęcie pracy w sklepie jako sprzedawca czy jako specjalista ds. obsługi klienta, a nie jesteśmy pewni, czy to rozwiązanie dla nas, możemy się dopytać o możliwość job shadowingu. Jeśli mamy szansę podpatrzeć kogoś znajomego w trakcie pracy, która by nas potencjalnie interesowała, to również z tego skorzystajmy.

Dziękujemy za rozmowę!

 

Monika Sońta jest badaczką organizacji, konsultantką komunikacji wewnętrznej i angażowania pracowników. Pracuje w Katedrze Zarządzania w Społeczeństwie Sieciowym w Akademii Leona Koźmińskiego.

Oceń artykuł