Praca w mikrofirmie – sielanka czy krew, pot i łzy?

Kategoria
Ciekawe

Autor wpisu
Katarzyna Klimek-Michno
Kategoria: Ciekawe

Young businesswoman hiding his face with a white billboard with a smiley face on it.Przeraża Cię samodzielne prowadzenie firmy, ale czujesz, że do pracy w dużej korporacji też się nie nadajesz? To może biznes razem z przyjacielem lub byłymi współpracownikami? Albo dołączenie do już istniejącej mikrofirmy? Praca w dwu-, trzyosobowej firmie ma z pewnością zalety i oznacza szansę na większą samodzielność. Ale niesie też zagrożenia. Dowiedz się, jakie.

 

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie. W tym powiedzeniu tkwi ziarno prawdy, kiedy myślimy o różnych formach pracy i możliwościach rozwoju. Gdy pracujemy w korporacji, zazdrościmy wolnym strzelcom. Kiedy otwieramy własną działalność, zaczynamy zauważać trudności, z których wcześniej nie zdawaliśmy sobie sprawy. Tymczasem nasi znajomi wzdychają: „tobie to dobrze, sam sobie jesteś szefem”. Bez względu na to, czy postawimy na jednoosobową działalność czy los rzuci nas w rozbudowane struktury organizacyjne – każde rozwiązanie będzie miało zarówno wady, jak i zalety. Podobnie jest z małymi firmami i kameralnymi zespołami. Zakładając niewielką działalność wspólnie ze znajomymi lub dołączając do takiej firmy, też musimy liczyć się z różnymi konsekwencjami.

 

Przyjaźń i lojalność – cenne w biznesie…

Jedną z największych zalet pracy w bardzo małej firmie, np. założonej ze znajomymi, jest to, że znamy się bardzo dobrze. Jeśli jesteśmy przyjaciółmi jeszcze ze szkolnej ławy – wiemy o sobie niemal wszystko, łączą nas rozmaite wspomnienia i doświadczenia, które dają dużo energii do działania. Dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, więc praca też staje się przyjemnością i takiej atmosfery nie znajdziemy w żadnej innej firmie. Jeśli zakładamy firmę z byłymi współpracownikami albo ich zatrudniamy, to też wiemy, czego możemy się spodziewać. Nieraz widzieliśmy takie osoby w działaniu, wiemy, jak reagują w różnych zawodowych sytuacjach, jakie mają kompetencje i umiejętności. Wzajemne zrozumienie, podobne potrzeby, zainteresowania, ścieżki zawodowe – to wszystko może działać na korzyść maleńkich firm. Zyskujemy też wsparcie i zaufanie, a unikamy stresu, który towarzyszy budowaniu relacji w dużych środowiskach.

 

Do innych zalet takiego rozwiązania należą:

  • Większa motywacja – łatwiej dążyć do celu w gronie ludzi, których lubimy i którzy mają podobny system wartości oraz nastawienie do pracy.
  • Unikanie personalnych rozgrywek – pracując z dwoma, trzema pracownikami skupiamy się przede wszystkim na zadaniach i wyznaczonych celach. Nie rozprasza nas rywalizacja między działami czy firmowe plotki. Nie musimy dążyć do zintegrowania rozmaitych, różniących się od siebie charakterów. Tutaj integrację mamy zapewnioną na starcie i wiemy, czego się możemy spodziewać.
  • Większa decyzyjność i samodzielność – w dwuosobowej firmie decyzje zapadają szybciej i to my mamy na nie wpływ.
  • Mniej procedur – nie ma rozbudowanych struktur, długiego czekania na decyzje na różnych szczeblach i przebijania się przez procedury z nowymi pomysłami. Wszystko dzieje się swobodniej i bardziej naturalnie.
  • Nowe wyzwania i urozmaicone zadania – w malutkiej firmie trzeba być człowiekiem – orkiestrą. Każdy spośród dwóch, trzech pracowników wykonuje rozmaite zadania i ciążą na nim obowiązki, które nie są tylko związane z jego wąską specjalizacją. Dzięki temu można rozwijać się i sprawdzać się w różnych sytuacjach.

 

…ale biznes nie lubi sentymentów

To, co jest zaletą maleńkich firm, jednocześnie może okazać się ich wadą. Przyjaźń czy dobra znajomość potrafi stać się przeszkodą w rozwijaniu biznesu. Dzieje się tak wtedy, gdy nie umiemy zachować zdrowego dystansu. Pobłażamy, boimy się, że współpracownik obrazi się, migamy się od trudnych sytuacji (a przecież te są w biznesie nieuniknione) w obawie, że to zrodzi konflikt. Okazuje się wówczas, że nawet w dwu, trzyosobowej firmie mogą pojawić się problemy z komunikacją, a brak szczerych, profesjonalnych rozmów może doprowadzić do rozpadu zespołu.

 

Wadami takiego rozwiązania jest:

  • Ryzyko mieszania spraw zawodowych z prywatnymi.
  • Nieprofesjonalne traktowanie współpracowników – znajomych, utrudniające prowadzenie biznesu.
  • Duszenie się we własnym sosie” – czasem różnorodność jest potrzebna. Im większy zespół, tym więcej pomysłów, doświadczeń, punktów widzenia i konstruktywnej krytyki.
  • Brak wzorców, a przez to mniejsze możliwości rozwoju – czasem, gdy poziom między współpracownikami jest wyrównany, można silniej odczuwać potrzebę uczenia się i posiadania mentora, który podzieli się wskazówkami. Samodzielne uczenie się wszystkiego od podstaw może przypominać błądzenie we mgle. To z kolei rodzi frustrację i poczucie braku profesjonalizmu.
  • Brak wyznaczonych ról – zapanuje chaos, jeśli nie zostanie jasno określone, kto pełni jaką funkcję. Zasady powinny zostać ustalone już na wstępie. W przeciwnym razie może zacząć dochodzić do rywalizacji, próby pokazywania kto jest ważniejszy w firmie itd.

Znaleźć dla siebie złoty środek Zanim podejmiemy decyzję o pracy w bardzo kameralnym gronie, powinniśmy zastanowić się, czy w ogóle taki model nam odpowiada i czy widzimy w nim miejsce dla siebie. Są bowiem osoby, które potrzebują mieć wokół siebie wielu współpracowników i zadania do wykonania wyłącznie ze swojej „działki”. Nie każdy też lubi mieć bezpośredni wpływ na decyzje, projekty czy zmiany, a pewniej się czuje, gdy ma nad sobą przełożonego, który również ma swojego szefa. Z drugiej strony praca w maksymalnie trzyosobowym zespole może być prawdziwym wyzwaniem i dawać dużo satysfakcji. Trzeba się jednak do tego dobrze przygotować i mieć świadomość specyfiki tej pracy.

 

A Wy jakie macie doświadczenia?

Oceń artykuł


Narzędzia